Ich spotkanie było przypadkowe… Wpadli na siebie późnym wieczorem w centrum miasta obydwoje zapatrzeni w nicość, zamyśleni, nie zwracający żadnej uwagi na to, co dzieje się wokół nich. Ona ze łzami w oczach wracała ze szpitala od umierającej na raka babci, wspominając czasy, gdy babcia była zdrowa i pełna życia. A On? Jego właśnie zostawiła narzeczona, nagle, bez żadnego wyjaśnienia, przez zwykłego sms’a. W jego głowie kłębiło się milion myśli, ale żadna z nich nie skupiała się na tym, co działo się dookoła niego. Przez swoją nieuwagę wpadł na nią i wytrącił jej z rąk teczkę z dokumentami, które rozsypały się po całym chodniku. Dziewczyna zaczęła je zbierać w pośpiechu, początkowo nie zwracając uwagi na sprawce bałaganu. Dopiero po chwili spojrzała w górę, na stojącego obojętnie mężczyznę. On, jakby w tej samej chwili, spojrzał na nią i dosłownie zakochał się w jej dużych, zielonych oczach.
-Ogromnie Cię przepraszam. – powiedział, jednocześnie pomagając jej pozbierać resztę porozrzucanych kartek. – Zamyśliłem się, to wszystko moja wina…
-Nic się nie stało. – odpowiedziała nieśmiało, unikając patrzenia na niego. Czuła jak jej policzki stają się gorące. Już wiedziała, że nie ukryje swoich emocji przed chłopakiem. – Mogłam bardziej uważać i patrzeć przed siebie.
-Zapomnijmy o tym. Jestem Wiktor i bardzo miło mi Cię poznać. – powiedział i wyciągnął rękę w jej stronę.
-Anastazja. – odparła dziewczyna, a on ujął jej dłoń i ucałował ją.
-Pozwolisz, że Cię odprowadzę? Jest już późno, a nie chciałbym, żeby tak pięknej dziewczynie stała się krzywda. – zapytał, a ona tylko lekko skinęła głową.
W drodze do jej domu rozmawiali o wszystkich problemach, które doskwierały im tego dnia. Anastazja opowiedziała mu o chorej babci, a on jej o zerwanych zaręczynach. Mieli wrażenie, jak gdyby znali się od dawna i byli swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Zbliżając się już do jej domu, zauważył na rogu ulicy małą kwiaciarnie, a do głowy przyszedł mu pewien pomysł. Poprosił dziewczynę, żeby chwile na niego zaczekała, a po chwili wrócił z długą, krwiście czerwoną różą, którą jej wręczył ze słowami:
-Najpiękniejsza róża, dla najpiękniejszej kobiety jaką w życiu spotkałem.
Idąc dalej w ciszy, dotarli pod jej dom. Wiktor nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że może
to być ich ostatnie spotkanie. Dopiero, gdy dotarli pod jej drzwi zrozumiał, że może jej już nigdy nie zobaczyć. Nie miał jednak odwagi, aby zaproponować jej kolejne spotkanie, czy chociażby wymianę numerami telefonu. Po prostu grzecznie się pożegnał i odszedł, zostawiając ją wpatrzoną w jego postać, znikającą za rogiem ulicy.
Tej nocy nie mógł spać. Ciągle prześladowały go jej duże zielone oczy, z czarnymi obwódkami wokół tęczówek i tym błyskiem, który był całkowitym zaprzeczeniem jej niewinnej osobowości. Wiedząc, że już nie zaśnie, zaczął rozmyślać co może zrobić, aby spotkać ją ponownie. Przez kilka kolejnych dni niby przypadkiem przechodził obok jej domu, jednak ani razu nie udało mu się jej spotkać. Tego dnia postanowił, że będzie to jego ostatnia próba spotkania jej. Postanowił też kupić czerwoną różę, podobną do tej, którą podarował jej kilka dni wcześniej. Czekał godzinę, dwie…
A gdy już całkowicie stracił nadzieję, dostrzegł ją idącą w stronę domu. Podbiegł do niej i patrząc jej głęboko w oczy wręczył różę.
-Nie sądziłam, że Cię jeszcze kiedykolwiek zobaczę. – powiedziała z nieskrywaną radością Anastazja. – Co się stało, że Cię tu spotykam?
-Nie mogłem przestać o Tobie myśleć, zawróciłaś mi w głowie – odpowiedział jej Wiktor, zbliżając się do niej i mocno tuląc do siebie. – Chyba zakochałem się w Twoich oczach.
-Mogę? - zapytał, lecz nie czekając na odpowiedź, ucałował jej usta.
Pobrali się niecały rok później w niewielkim kościółku, w jej rodzinnym mieście, w gronie rodziny i najbliższych znajomych, w bajkowej scenerii. Mały drewniany kościół ozdobiony białym tiulem, świecami oraz wszech obecnymi różami, sprawiał wrażenie domu wypełnionego miłością. Bukiet panny młodej stanowiły czerwone i białe róże, a pan młody i świadkowie mieli róże przypięte do garniturów i sukienki. Tego dnia przysięgli sobie przed Bogiem wieczną miłość, bezgraniczną i wspaniała, dopóki śmierć ich nie rozłączy. Anastazja była najszczęśliwszą kobietą na ziemi, spełniły się wszystkie jej marzenia. Choć jeszcze jedno pozostało… Od zawsze marzyła o dziecku, małej cząstce siebie i swojej drugiej połowy, na którą mogłaby skierować swoją matczyną miłość. Gdy kolejne starania o dziecko nie przynosiły upragnionej ciąży, małżeństwo udało się na badania, które były ich ostatnią nadzieją na posiadanie potomstwa. Niestety los nie był dla nich łaskawy… Badania wykazały, że Anastazja nie może mieć dzieci, ponieważ jej jajniki nie wytwarzają komórek więc nie ma żadnych szans na zajście w ciążę. Dla młodego małżeństwa był to ogromny cios i gdy stracili już resztki nadziei, kobieta podczas kontrolnej wizyty u ginekologa dowiedziała się, że jest w 2 miesiącu ciąży, a ciąża rozwija się prawidłowo. Jakież było jej szczęście, że jej największe marzenie, zostanie spełnione za niespełna kilka miesięcy. Nie mogła się doczekać, aby przekazać tą radosną wieść mężowi. Czym prędzej wróciła do domu i długo szukała pomysłu jak poinformować Wiktora o szczęściu jakie ich spotkało. Miała zdjęcie USG z wizyty i postanowiła włożyć je do ładnego pudełka razem z parą malutkich bucików. W tym celu udał się do galerii handlowej na zakupy. Wiktor w tym czasie wrócił do domu i niczego nieświadomy zaczął przygotowywać dla nich późny obiad.
Wszystko to, co się później wydarzyło, to splot zdarzeń, których nie życzyłby nawet swojemu największemu wrogowi. Anastazja zbyt długo nie wracała, więc Wiktor próbował do niej dzwonić. Jednak odezwała się jedynie poczta głosowa. Pomyślał, że może jego żona ma rozładowany telefon, co od razu przypomniało mu zabawne sceny z ich małżeńskiego życia, które pokazywały lekkomyślność żony więc myśl o rozładowanym telefonie nie zrobiła na nim większego wrażenia. Nagle usłyszał ciche pukanie do drzwi. Z uśmiechem na ustach podszedł do drzwi, ponieważ był pewny, że to Anastazja wróciła i wiedząc, że jest w domu liczyła na otwarcie jej drzwi. Otworzył drzwi, ale nie ujrzał w nich swojej ukochanej. Na progu ich mieszkania stał policjant w pełnym umundurowaniu.
-Dzień dobry, Pan Wiktor Kowalski? – zapytał policjant.
-Tak, to ja. – odparł już nieco zdenerwowany Wiktor. – Co Pana do mnie sprowadza?
-Starszy Aspirant Piotr Michalak. Mogę wejść, chciałbym z Panem porozmawiać. – odpowiedział policjant i widząc skinienie głowy Wiktora wszedł do mieszkania.
-Pana żona to Anastazja Kowalska? – zapytał mundurowy.
-Tak, a o co chodzi? – odpowiedział Wiktor cały w nerwach.
-Niestety nie mam dla Pana dobrych informacji, Pańska żona miała wypadek… - zaczął mówić policjant z kamiennym wyrazem twarzy – Została potrącona przez pijanego kierowcę. Zginęła na miejscu.
W tym momencie cały świat Wiktora legł w gruzach. W jego myślach przewijały się tylko zdania Nie! Nie! Nie! To nie może być prawda…. To tylko zły sen. Niestety policjant siedzący naprzeciwko niego, był jak najbardziej realny.
-Wiem, że ta sytuacja jest dla Pana trudna, ale musi Pan pojechać ze mną, żebyśmy mieli całkowitą pewność, że to Pana żona. – powiedział policjant.
Pogrzeb odbył się tydzień później w tym samym drewnianym kościele, w którym brali ślub. Jednak tym razem wszyscy pogrążeni byli w żałobie. Zamiast kolorowych weselnych strojów dominowała czerń. Jedynym kolorowym elementem było pudełko znajdujące się w trumnie obok Anastazji, a w pudełku znajdowały się malutkie buciki i zdjęcie USG… Wiktor wszedł do kościoła ubrany w czarny garnitur z krwiście czerwoną różą w dłoni. Położył różę na ciele swojej zmarłej żony
i się rozpłakał. W myślach pojawiały mu się różne, najbardziej romantyczne wspomnienia związane
z Anastazją. Postanowił powiedzieć swojej żonie jak bardzo ją kochał i będzie kochał, nawet pomimo jej śmierci, ale jedyne co był w stanie powiedzieć, to jedo zdanie w którym zawarte były wszystkie uczucia do niej:
-A wszystko przez jedną czerwoną różę…