Mama
Musiałam przyjechać do domu po jakieś dokumenty, których Grzegorz nie mógł znaleźć.
A chciałam żeby mi je wysłał, żebym nie musiała jechać ponad 400 kilometrów.
Na szczęście nie znalazł.
Zadzwoniłam do Mamy 26 maja, porozmawiałyśmy, porobiłyśmy plany wakacyjne, złożyłam życzenia.
Jak się okazało - ostatnie.
Jeszcze, w trakcie rozmowy, zdążyłam powiedzieć, że jest najlepszą mamą na świecie.
Następnego dnia dostałam telefon od brata "mam złe wiadomości, nasza mama nie żyje" :(
Zmarła 27 maja, dzień po Dniu Matki.
12 maja miała urodziny.
Potem pomyślałam sobie, że dobrze, że musiałam przyjechać po te papiery, bo dobry Bóg pozwolił mi zobaczyć Mamę, jak się okazało, po raz ostatni.
Po 26 maja następuje 27 maja, najgorszy dla mnie dzień roku.
Od 9 lat zapalam Mamie znicz i z okazji Dnia Matki i w rocznicę śmierci. I zanoszę kwiaty, róże.
Na urodziny dostawała konwalie.
Dostaje w dalszym ciągu. Tylko miejsce się zmieniło.....
Jakiś czas później, w sklepie w Wałczu zobaczyłam cd ukochanego kabaretu, które to cd natychmiast nabyłam! Ależ byłam zadowolona.
Do czasu... Na płycie była podana data nagrania koncertu.
Dobrze, że się czegoś trzymałam.... 27 maja 2009 to data śmierci Mamy.
To jest moje wspomnienie o Mamie, ukochanej Mamie.
Jest już z Tatą.... i z naszymi kotkami, Kasią i Kubusiem.
A ja? Dziękuję losowi, że pozwolił mi mieć Mamę tak długo.
Strata mamy boli w każdym wieku. Czy dziecko jest małe czy duże, dorosłe nie ma znaczenia. Coś się bezpowrotnie skończyło. I nic już nie będzie tak samo....
Nie wiem, czy mój wpis spełnia warunki konkursu?
Zdjęć Mamy nie będzie, ponieważ nie wiem, czy by sobie tego życzyła.
Ale na zawsze jest w moim sercu <3
zdj. pixabay.