Performerka, saksofonistka, low-fi maker, kobieta. Takimi słowami na szybko uwydatniającymi postać samej filadeliańskiej artystki można usciślić cały program owej twórczości, jaką prezentuje sobą Camae Ayewa, znana w środowisku awant-jazzowym pod pseudonimem Moor Mother. Założycielka kolektywu artystycznego Black Quantum Futurism, związana od 2015 r. z kwintetem Irreversible Entanglements, z rysów twarzy - Nigeryjka, a z włosów prawie Jamajka.
Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z twórczością zdolnej damy free-jazzu, to było przy okazji albumu Circuit City. Mieszanka flash poetry, pogańsko-satanistycznego gotyckiego folku oraz awantgardowych kompozycji włoskich i angielskich twórców muzyki współczesnej końca lat 50. a początku i środka lat 60 i 70. z abstrakcyjną notacją progresywną i agogicznością post-bopu przypadła mi (jako wierzącemu człowiekowi) do gustu, jakoś tak sumiennie iż sam nie wiedziałem, jak z takiego neobopowego eskapizmu dwóch prędkości: jednej - finezyjno-rapsodycznej, drugiej - eklektyczno-piwnicznej za wszelką cenę - wyjść. A jednak dzięki tej wokalistyce saksofonu oraz świetnej notacji instrumentów perkusyjnych i strunowych, ta młoda legenda amerykańskiej sceny przeniosła standardy znane z obskurnych spotkań w kafejkach jazzowych z Newport i Nowego Orleanu, oraz z getta w Queens do uszu wielu ludzi zaintrygowanych twórczością takich symfonistów i szanzonistów arytmicznego brzmienia jak Archie Shepp, David Cope, Sonny Rollins i inni.
Miejmy nadzieję, że ten zew który pobudzi skórę każdego, melanino-ujemnego, albo melanino-dodatniego swoim basowym fibré - uczyni album też takim mocno eklektycznym, że nawet emotywistycznym w pewnych kręgach estetyki meandrów filozofii, uczuć, fabuły, konwencji. Ale do rzeczy. Na płycie jest pełno gości, wielu nie będę tu wymieniał nazwiskami, bo to czasochłonne, ale jednak jest tu spora reprezentacja i gitarzystów, i raperów, i kontrabasistów, i performerów - zatem: (jak to mawiał klasyk) tu jest samo gęste.
Temporal Control Of Light Echoes zaczyna się od słów powtarzanych za frazą: "This Place / This Land" pełną glitch-trapowej syntetyki przemieszanej auto-tunem w głosie na backgroundzie i brzmieniu suzafonu gdzieś dalej. Intro mocno enigmatyczne, o kraju przynależnym samej Camae, o tradycjach bogów, rytuałach, naturze i egzystencjalizmie samego jestestwa - przeobrażony ręką poety, proroka (niczym biblijny Hiob) - w istny obraz post-apokaliptycznego rumoru i wrzawy w oparach krwi, opadającego się na ziemię dżdżu i smogu spalonych trucheł, jakby zwykłego rodzenia zbolałej matki, której bolą jej drogi nasienne od ciągłego kwękania i walenia się w krwi i wodach płodowych w tył i pochył - w tę i na zad.
Niejaka Antonia Gabriela (pewnie portorykanka) oraz niejaki Elucid goszczą na starringach w dobrym skitcie zwanym inaczej Mangrove. Dużo tacklingu i sporo trapowego wyrywania się poza margines, jeśli chodzi o styl rapowania oraz prędkość glitchu w tle. Manieryzmy i brak poszanowania dla inności często są krytykowane w tym utworze w zwrotce Camae.
Race Function Limited to mały jive połączony z dark ambientem grany przez Brother May na zwrotce, odczuć za wiele nieprzewidzianych tutaj nie ma. Ale to jak zatopić się w jeziorze Świteż, czy gdzieś nad Missisippi (ale nie w ogniu, na całe szczęście).
Ioji i Saydah Ruz natomiast starringują przy Shekere - o optymizmie wyznaczonym jako kieliszek do połowy pełnego czerwonego wina, ale nadal to smutny dźwiękowy krajobraz opuszczonego getta w epoce post-industrialnej, całość dopełnia zgrzyt skrzypków i łosskot wentyla od saxu Camae. Świetny, krótki i niezamulający track.
Wielmożne Słońce Oriona (moment, raczej nie tak wielkie) oraz Bfly uczestniczą w innym tracku Vera Hall na temat traktowania osób z różnymi karnacjami czerni, przerabianie stereotypów w istny downtempowy utwór pełny woodblocków, syntezatorów, programowanych bębnów, lekkiego ambientowego drone'a - jakbym producenta jednego z albumów FKA Twigs w tym słyszał.
Powiem tyle, jeśli lubicie J. Cole, kogoś ze squadu Wu-Tang Clan czy Mayę Angelou, no to łapcie panią Camae i jej grupę w ciemno. Za wiele nie ma tam jazzowych smaczków (a tego się, głupi, spodziewałem), ale czysty ambient funk z elementami future i glitchu oraz cloud rap z conscious jest i to gwarantowany w cenie kupna zwykłego cyfrowego albumu.
Ocena: (8/10,5)