Zdjęcie wykonane wczoraj. Stara koszulka LFC z Gerrardem (8) z tyłu.
Wczoraj zakończyła się kolejna edycja UEFA Champions League. Real Madryt jako pierwszy w historii (nie licząc lat 50) wygrał UEFA Champions League 3 razy z rzędu (w obecnej formie rozgrywek). Rywalem Realu Madryt był mój ukochany Liverpool FC, któremu kibicuję od wielu lat. Po cichu liczyłem na zwycięstwo Liverpoolu, ale przeczuwałem, że wygra Real Madryt. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Realu. Niestety Liverpool FC przegrał wczoraj Finał Ligi Mistrzów UEFA przez dwa błędy bramkarza Lorisa Kariusa. W 50 minucie Karius niefortunnie chciał wznowić grę od swojej bramki, wyrzucając piłkę po ziemi do obrońcy. Piłka odbiła się od nogi Karima Benzemy i wpadła do bramki. W 55 minucie Liverpool wyrównał po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i golu, a raczej przedłużeniu strzału przez Mane. W 63 minucie znów Real Madryt wyszedł na prowadzenie za sprawą pięknego gola, strzelonego "nożycami" przez Garetha Bale'a z okolic 13 metrów. Kapitalną asystą popisał się Marcelo, wrzucając piłkę z lewej strony boiska, tuż przed prawym narożnikiem pola karnego Liverpoolu. W 83 minucie Gareth Bale pogrążył Liverpool, strzelając pięknego gola z dystansu, z około około 30 metrów. Przy tym golu nie popisał się Loris Karius, któremu piłka odbiła się od rąk i wpadła do bramki. Na dodatek, moim zdaniem, Sergio Ramos powinien wylecieć z boiska za faul na Mohamedzie Salahu i kilka innych zagrywek. Jak widać, sędzia wolał tego nie widzieć. Salah musiał opuścić boisko z kontuzją.
Takie jest życie, nie zawsze można wygrywać. Gratulacje dla Realu Madryt, wygrali lepsi. Oczywiście do Realu Madryt nie mam nic, bardzo ich szanuję jako zespół piłkarski. Dziękuję chłopaki za walkę i życzę Mohamedowi Salahowi szybkiego powrotu do zdrowia. Lorisa Kariusa nie będę winić za porażkę, tym bardziej miał kilka dobrych interwencji, zwłaszcza jedną, gdy jeszcze przy stanie 1:1 "wyciągnął" groźny strzał, lecący na jego lewy słupek. Zdarza się...