Hej,
Wstawiłam dzisiaj swoje dwa pierwsze posty na tej tajemniczej platformie. Nie wiem za bardzo co tutaj robię i jaki mam plan. W sumie trochę jak w życiu.. ale poziom mojego zagubienia i chaosu w życiu ostatnio osiąga jakieś apogeum. Nawet pisząc teraz tego posta mam wrażenie, że przebiega mi przez głowę tysiące myśli i tysiące różnych scenariuszy jak chciałabym, żeby ten wpis wyglądał i jak chciałabym poprowadzić tego bloga. Ostatnio odkryłam, że jak po prostu idę za swoim "flow" po prostu zrzucając wszystko na kartkę to też coś z tego wychodzi, więc spróbujmy. Chociaż czuję za dużą presję przy pierwszym poście, więc jeżeli Was nie wciągnie lub będzie zbyt powierzchowny to z góry przepraszam i na przyszłość obiecuję poprawę. Jak to się mówiło u spowiedzi.
To tak wstępnie. Mam 25 lat, 2 lata temu stwierdziłam, że zacznę eksperymentować z życiem i odwrócę je o 180 stopni, bo ...czemu nie zjebać sobie życia w tak młodym wieku co nie? Zakończyłam 6,5 letni związek, zmieniłam miejsce zamieszkania i rozpoczęłam nowy kierunek studiów, chcąc być za wszelką cenę idealna, perfekcyjna i instagramowo zorganizowana w każdym obszarze swojego życia. 1) Pasja, 2) Kariera 3) Zdrowie 4) Odpoczynek! (bo przecież współczesny wielkomiejski obywatel zapomina o regulacji swojego układu nerwowego, więc to wielki priorytet również!) 5) sport 6) relacje 6) nowe doświadczenia i poznawanie siebie hmm.. coś pominęłam? W każdym bądź razie, chęć ideału wszędzie na raz.
Jak skończyłam? Z rozjebany układem hormonalnym, pogłębiony zaburzeniami lękowymi i sama. Dzięki instagramowo presjo promująca ideał współczesnej niezależnej kobiety :)
Nie no żartuję, trochę nałożyłam ją sobie sama na siebie. W każdym bądź razie przez te dwa lata oprócz tych negatywnych skutków, poznałam też wiele nowości. Jak różne rodzaje medytacji, pranayamę (btw polecam, fajnie jest oddychać) czy ciekawe hipisowskie środowiska. Co prawda trochę w tym wszystkim zgubiłam siebie, ale dalej został we mnie olbrzymi pociąg do obserwacji i kontemplacji nad życiem. Mam dużo pytań, na które mam wrażenie, że nie ma jednoznacznych odpowiedzi i kontemplacji o życiu, w jakim jako ludzie żyjemy, a ostatnio nawet doszłam do wniosku (niezbyt odkrywczego), że może jesteśmy jako ziemia jednym wielkim organizmem, a nie pojedynczymi organizmami żyjącymi poniekąd wspólnie. Jak człowiek się temu bliżej przyjrzy ciągle wymieniamy z otoczeniem nasze cząsteczki czy atomy. Zwykły oddech łączy się nieustannie ze wszystkim dookoła. Ciągle pływamy w cząsteczkach i atomach, w bakteriach i wirusach niewidocznych ludzkim okiem. Wydychamy dwutlenek węgla, który następnie trafia do innych istot (np.:roślin), które używają go do swoich procesów i oddają następnie co innego. Może to wcale nie jest oddawanie i przyjmowanie tylko ciągły przepływ substancji, atomów, cząsteczek jak w jednym wielkim organizmie. Po co się tak rozdzielać? ...
Tak, właśnie o tym będę chciała tutaj pisać, o swoich rozmyślaniach o życiu, doświadczeniach dnia codzienego, wkurzeniach, zmartwieniach, spotkaniach, filozoficznych pytaniach, inspiracjach i inspirujących pytaniach, które puszczone w świat mogą zainspirować innych. Let's see what will happen.
Pamiętnik ćwierczwiecza. Dobranoc. Pchły na noc.
A jak ktoś będzie miał odpowiedzi na moje 25-letnie pytania, to zapraszam do wypowiedzi i pomocy w mojej drodze i innych roztargnionych, których męczą podobne pytania.