Na pikniku były też motoparalotnie. Panowie dali czadu :) Było i pięknie, i elegancko, i trzymało w napięciu.
Na początek standardowy przelot. Start, lądowanie. Można powiedzieć, że nic nadzwyczajnego. Choć dla mnie każdy, kto ma odwagę wsiąść do takiej maszyny i polecieć tak wysoko, jest bohaterem!
Później było już tylko ciekawiej i piękniej.
A po zachodzie słońca, takie cudo:
Dla mnie rewelacja!
Jeśli chcesz zobaczyć zdjęcia z pierwszej części relacji, zapraszam tutaj: (mini?) Piknik szybowcowy - czyli wielkie WOW, cz. 1