Kochani, to co napisałam w postach o alkoholizmie zadziało się naprawdę. To wszystko było tylko wierzcholkiem góry lodowej. Odrobiną tego, co działo się przez te wszystkie lata. Cieszę się, że wpadłam na pomysł opisania tego, bo zadziałało to jak balsam na moją schorowaną duszę.
Takich kobiet, ofiar przemocy domowej i alkoholowej jest bardzo wiele. Zazwyczaj siedzą one cicho ze swoim cierpieniem. Zastanawiają się dlaczego spotkało je to wszystko. Dkaczego to właśnie one.
Do pewnego czsu byłam taka sama. Tłumiłam w sobie wszelkie emocje, żeby tylko nie pokazywać co dzieje się w moim domu. Wstydzilam się tego tak jak swoich siniaków i zadrapań. Czułam strach i obrzydzenie. Strach przed nowym dniem, a obrzydzenie przed czlowiekiem, który nazywał siebie moim mężem. Najczęstszym uczuciem, jakie mnie trawiło była złość. Złość na wszystko i wszystkich. Ta złość była motorem napędowym, dawala mi siłę do działania. Czułam wtedy że mogę. Chciało mi się chcieć. Niejednokrotnie bardziej niż teraz, kiedy jestem wolna. Powiem szczerze, że uczucie złości tłumiło każde inne. Dawało powera.
Swoją decyzję o odejściu podejmowałam bardzo długo. Mimo tlumaczeń najbliższych osób ja i tak wiedzisłsm swoje. Musiałam sama dojść do tego, co będzie dobre. Do tej pory zresztą tak jest. Jestem zodiakalnym baranem i upartość moja jest ogromna.
Zapewniam Was, że wszystkie kobiety mojego pokroju również mają ptoblem z podejmowaniem takowych decyzji. Jest to ciężki temat. Niektóre nigdy nie decydują się na opuszczenie tyrana. Spędzają resztę swojego życia u boku psychotycznego alkoholika, który coraz bardziej rujnuje im psychikę. Czują się stare i niepotrzebne. Wydaje im się, że do niczego się nie nadają. Ja czasami do tej pory tak mam, chociaż jest dobrze to i tak jest źle. Zresztą nikt nie mówił, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie. Życie to trudny orzech do zgryzienia.
Na moją decyzję wpłynęło wiele czynników. Były to osoby najbliższe z mojego otoczenia, awantura, którą zrobił dzień przed wyprowadzeniem się STAMTĄD i odruch obrzydzenia w stosunku do jego osoby. Było to tak silne, że potrafiłam skończyć w toalecie.
Pracując w sklepie często widzę młodzież kupującą alkohol. Są to dzieciaki, które ledwo weszły w pełnoletność. Dopiero co skończyły te swoje upragnione osiemnaście lat i są tak głupio mądre. Najbardziej boli mnie to że oni sięgają po wódę j piwo, a ja niewiele mogę zrobić. Dokumenty stwierdzające tożsamość posiadają, prawo jest prawem. Ja mogę jedynie wylegitymować towarzystwo i tyle. No właśnie TYLE. Sama mam osiemnastoletnią córkę i denerwuje mnie to że jest tak a nie inaczej.
Uważam, że sprzedaż alkoholu powinna być dozwolona od 21 roku życia. Przynajmniej. Dzieciaki nie biorą pod uwagę tego, że niszczą sobie życie, że od tego do alkoholizmu jest tylko jeden krok.
W większości robią to dla szpanu. Kto więcej wychla, kto jest na większej bani, kto pod wpływem siądzie za kółko. Porażka. Ale... Dużo jest w tym winy rodziców, którzy pozwalają na te zachowania. Nie wiem czy próbują wynagrodzić dzieciom to, czego sami nie mieli w młodości? Ja też nie posiadałam wszystkiego, czego dusza zapragnie, ale nie czuję się przez to gorsza. Myślę, że wręcz przeciwnie, chyba wyrosłam na ludzi. Może nie wszystkie decyzje w moim życiu były sluszne, ale jednak.
Młodzież teraz wygląda i ma się lepiej od nas zwyklej klasy pracującej ( czyli rodziców). Mają telefony najnowszej generacji i wypasione fury. Gdzie w tym wszystkim miejsce na normalność? Brak niestety. Kto się wyłamuje z ogółu, zostaje wyparty, wyalienowany ze środowiska. To przecież nie na tym rzecz polega.
Tak samo jest z piciem. Kto więcej, ten lepszy. Często potem jest problem z pomocą takiemu dziecku. Teraz mamy takie czasy, że wszędzie biegiem, typowy wyścig szczurów, rodzice zabiegani i zapracowani, nie zwracają uwagi na problemy swojej dziatwy. O nieszczęście nie trudno. Sama jestem zabiegana i ciągle w pracy. O ile córka nie zabiegatak o uwagę( bo jest za stara), to syn potrafi wypomnieć że nie msm dla niego czasu. Dlatego wczoraj zakupiłam bilety, a dziś byłam z młodym w kinie. Chyba było to potrzebne nam obojgu...