To są niełatwe zagadnienia metodyczne. O każdej dziedzinie wiedzy, która jest przedmiotem szkolnym możesz powiedzieć to samo. Nie jest łatwo jednoznacznie rozgraniczyć, co powinno wejść w zakres podstawowych kompetencji dla wszystkich. Za moich czasów na informatyce więcej czasu poświęcano na "budowę mikrokomputera" i trochę technikaliów, bo uważano, że to jest podstawą. Dziś, kiedy korzystamy z laptopów i większość osób potrzebuje rozróżnić dwa stany: laptop działa/laptop nie działa, wydaje się to już zagadnieniem, które wykracza poza potrzeby konsumenta dóbr cywilizacji. Analogicznie było z egzaminem na prawo jazdy - dawno temu od przyszłego kierowcy wymagano wiedzy o tym jak działają podzespoły auta, bo zakładano, że w podróży zapewne będzie musiał sam usunąć jakieś podstawowe awarie, dziś masz umieć dojechać do serwisu i nikt nie pyta o żadne paski klinowe.
Ponad 90% z nas w życiu po prostu korzysta z osiągnięć danej dziedzny wiedzy (konsumuje), a mniej niż 10% dokłada swoje cegiełki na tych polach (kreuje). Dlatego na polskim gros czasu poświęca się na opanowanie czytania ze zrozumieniem, a nie prowadzi się na przykład warsztatów pisarskich. Na geografii uczy się posługiwania mapą i na to jest położony nacisk, a rysowanie dotyczy tylko prostych planów (co też ma na celu podniesienie umiejętności odczytywania planów i map). Informatyka szkolna prawdopodobnie również pójdzie przede wszystkim w kierunku świadomego korzystania z dóbr, a nie serwisowania sprzętu czy tworzenia oprogramowania.
W nabywaniu umiejętności wyszukiwania, selekcjonowania i zgodnego z prawem wykorzystywania informacji widziałabym potencjał bibliotek szkolnych, które często są też szkolnymi centrami multimedialnymi czy informacyjnymi (była moda na takie nazewnictwo). Nauczyciele bibliotekarze są często absolwentami informacji naukowej i bibliotekoznawstwa i uważam, że powinni prowadzić takie lekcje lub warsztaty - normalnie wpisane w tygodniowy plan zajęć.
Napiszę jeszcze o biologii. Gdy sama chodziłam do szkoły uważałam, że skandalicznie mało jest w programie zoologii systematycznej, ekologii, paleontologii, genetyki. Przecież to megaciekawe, mogłoby zainteresować również wiele moich koleżanek i kolegów. Ale to nie jest obiektywne. Dziś uważam wręcz odwrotnie - że z wielu tematów biologii w klasach siódmej i ósmej (po ostatniej reformie) należałoby zrezygnować na rzecz zagadnień związanych ze zdrowiem i higieną a wynikających z podstaw anatomii i fizjologii człowieka. Ale to też takie moje widzimisię na teraz, może za dziesięć lat jeszcze inaczej na to spojrzę.
Dobrze, że zwracasz uwagę na kwestie realizacji materiału. Jeżeli jeden nauczyciel opuszcza rozdziały podręcznika, a inny nieproporcjonalnie dużo czasu poświęca na edytor tekstu (zapewne ze szkodą dla innych zagadnień przewidzianych na ten etap edukacji), to znaczy, że prawdopodobnie nie zrealizuje podstawy programowej. To poważny zarzut. Polecam zapoznać się z zapisami podstawy dla Twojego etapu edukacyjnego (dostępne online). Jeżeli stwierdzisz braki, to jest to ważny temat do poruszenia najpierw na spotkaniu rodziców z wychowawcą, potem być może z nauczycielem przedmiotu i dyrektorem.
Zeszyt do informatyki to dla mnie osobliwość. Potrzebny był na mioch lekcjach informatyki, gdy stosunkowo niewielu uczniów miało własne komputery, internetu nie było, a gdzieś trzeba było te komendy DOS-a sobie zanotować. :)
RE: Informatyka w szkołach? Jak wygląda? Czy to ma sens?