Dawno już nie pisałem na tematy polityczno-ekonomiczno-systemowe mimo tego że obok Gier Fabularnych oraz alternatywnych technologi, są to jedne z moich topowych tematów.
Przyczyną takiego stanu rzeczy był fakt że są to zazwyczaj artykuły kontrowersyjne, wzbudzające wiele emocji i wymagające podawania wielu źródeł do omawianych zagadnień. Wymagają ode mnie przeprowadzania żmudnego poszukiwania materiałów potwierdzających nasz punkt widzenia oraz długich dyskusji wymagających sporo czasu którego niestety nie mam za wiele.
Ponadto rozmowy tego typu zaczynają wywoływać wzajemną niechęć ludzi do siebie, w skrajnych przypadkach prowadząc np na Steemicie, do wojen flagowych, które tak naprawdę są smutnym świadectwem tego że nasze tzw „rozwinięte” społeczeństwo, nie wyrosło jeszcze wciąż z poziomu cywilizacyjnego Gimnazjum.
Napisana przeze-mnie ostatnio riposta sprawiła że postanowiłem jednak rozwinąć nieco poruszone w artykule tematy. To jak postrzegamy bowiem otaczając nas świat i gdzie dopatrujemy się źródła problemów dotykających nas na co dzień, wpływa realnie na to jaki tworzymy świat, jakich wyborów dokonujemy oraz w dłuższej perspektywie, na to dokąd zmierza gatunek ludzki. Należy więc moim zdaniem podjąć powyższe ryzyko i mówić o rzeczach niewygodnych i kontrowersyjnych po to aby wzajemnie pogłębiać świadomość otaczającego nas świata.
Szczególną uwagę chciałem poświęcić więc kwestii kredytów oraz temu jak szkodliwe dla nas wszystkich jest zgadzanie się na oprocentowaną pożyczkę serwowaną nam przez banki.
Zwolennicy kredytów, w pożyczkach dopatrują się motoru napędowego gospodarki. Twierdzą że pożyczane na % pieniądze pozwalają każdemu realizować swoje plany mimo posiadania dużych środków pieniężnych. Argumentują że tzw „dobry” kredyt czyli taki którego zaciągnięcie wiąże się z inwestycją mającą przynosić korzyści majątkowe czyli np. kredyt inwestycyjny na firmę, na mieszkanie pod wynajem czy też, maszyny rolnicze to jeden z głównych filarów współczesnej gospodarki bez których ta nie mogłaby istnieć. Przyczyn wielkiego kryzysu światowego upatrują się natomiast w tych „złych” kredytach branych przez konsumentów na samochód, wycieczkę czy też remont mieszkania. Przenosząc w ten sposób odpowiedzialność za swoje czyny na konsumentów.
Czy jednak tego typu myślenie naprawdę ma cokolwiek wspólnego z prawdą? Moim zdaniem kategorycznie nie a prawda jest jak zwykle, w naszym „wspaniałym” społeczeństwie do góry nogami.
Pieniądz z założenia powstał jako odzwierciedlenie wartości towarów którymi wymieniał się człowiek aby ułatwić wymianę handlową. Niestety jak to zwykle bywa, gdy pojawia się okazja, złodziej wchodzi tylnymi drzwiami i z niej korzysta. Tak też i było w przypadku pojawienia się pierwszych banków i powstania oprocentowania od pożyczki które początkowo nazywało się najzwyczajniej w świecie lichwą i w wielu miejscach było srogo karane.
Pożyczanie danego dobra pod warunkiem otrzymania w zamian większej ilości niż się pożyczyło od dawna było powodem destabilizacji i upadku wielu gospodarek.
W przeciwieństwie do współcześnie zamieszkujących naszą planetę (rzekomo bardziej światłych) ludzi, dawniej gdy rynki były bardzo małe i lokalne a efekty praktyki lichwiarskiej rzucały się w oczy już po kilku latach od momentu gdy ktoś zaczął ją stosować. Ludzie byli więc bardziej świadomi tego dlaczego znak równości pomiędzy słowem lichwiarz a złodziej jest jak najbardziej uzasadniony.
Dlaczego pożyczanie komuś czegoś i żądanie większej sumy w zamian jest tak bardzo szkodliwe dla całego świata?
Jeśli skurczymy nasz rynek do minimalnych rozmiarów gdzie w obiegu znajdzie się tylko parę przedmiotów i usług, zauważymy że gdy na rynku znajduje się tylko jeden młotek (wart 100 gwoździ) to pożyczkodawca żądając zwrotu narzędzia ORAZ dodatkowego % wartości wyrażonego np. w postaci 50 ze 100 wykutych nim gwoździ, od razu zauważamy że pożyczający ½ czasu pracuje dla posiadacza młotka ZA NIC ponieważ ten w tym samym czasie nie wykonuje żadnej pracy ani nie uiszcza żadnej opłaty aby nabyć owe 50 gwoździ.
Oczywiście możemy tu dywagować na temat takich rzeczy jak zużywanie się narzędzia oraz niemożności użytkowania narzędzia przez jego pierwotnego posiadacza jednak gdy wrócimy teraz do idei pieniądza od razu widzimy że pierwszy kontrargument jest bezpodstawny ponieważ „pieniądz” jako taki się nie zużywa, ponadto szybkość zużywania się narzędzia którego wartość na rynku wyraża ów pieniądz nie jest tak duża aby pobierać od razu równowartość 50% jego wartości. Natomiast co do drugiego argumentu to należy zauważyć że skoro ktoś jest gotów coś pożyczyć to znaczy to mniej więcej tyle że ma nadmiar danego dobra więc i tak nie jest w stanie go inaczej spożytkować.
W tej sytuacji pożyczkobiorca musi więc przez 50% swojego czasu pracować za darmo dla kogoś kto nic nie robi ani nie traci.
Widzimy więc jak na dłoni że w tej sytuacji bogaty pożyczkodawca nie traci swojego majątku co więcej jest w stanie go jeszcze pomnożyć korzystając z czasu wolnego i spodziewanych 50 gwoździ, natomiast pożyczkobiorca nigdy nie jest w stanie prześcignąć w majętności pożyczkodawcy mimo tego że będzie pracował dwa razy więcej niż on. Dodatkowo przepaść między ich stanem posiadania zwiększa się jeśli właściciel młotka będzie pracował w tym samym czasie równie ciężko.
O ile jednak przykład ten przemówił by do rozsądku każdemu mieszkańcowi antycznej czy też średniowiecznej europy, to dziś mimo tego że wyzysk poszedł jeszcze o krok dalej, ponieważ ów lichwiarz= złodziej, nazywający siebie dzisiaj dumnym i mylącym słowem „bankier” może nam dziś pożyczyć WIĘCEJ pieniędzy niż posiada w depozycie!
Doszło więc do sytuacji że NIE tylko, nie posiadając symbolicznego młotka, który reprezentuje oczywiście pewną sumę pieniędzy, Bankier pożycza ów „młotek” i w zamian za to żąda jeszcze dodatkowo zwrotu pewnego % od wartości NIEPOSIADANEJ sumy. A dodatkowo generuje pewna sumę której nie da się spłacić nigdy ponieważ fizycznie nie istnieje na rynku towar odpowiadający tej części pożyczanej wartości.
Jak dla mnie zrozumienie tylko pierwszego z tych dwóch przykładów powinno skończyć się kategorycznym obaleniem systemu bankowego, a drugi z przykładów, który (o zgrozo :O) opisuje rzeczywistą sytuację współczesnej „ekonomii”, jest dla mnie tak absurdalnie niedorzeczny w świetle tego że wszyscy jak otępieni, zgadzamy się na istnienie takiego złodziejstwa, że czuję się jak gdybym żył w świecie owładniętym przez lunatyków.
Otrzeźwiejmy!
Czy jesteś świadom że za każdą złotówkę naliczonych odsetek od twojej pożyczki, ktoś gdzieś na świecie dostaje złotówkę mniej która może nie starczyć mu aby zjeść dziś posiłek?
To że zarabiasz na inwestycji którą stworzyłeś za sprawą kredytu to nic innego ja tylko krótkowzroczność i brak świadomości tego, że ktoś gdzieś na świecie, aby kupić twoje towary w które wliczyłeś koszta spłaty kredytu, wypowie komuś umowę o pracę, rujnując mu życie lub też dostanie mniejszą pensję bo nie starczyło. Zabraknie mu bowiem tego 1000 zł który jego szef musiał bowiem dopłacić do zamówionych od ciebie towarów. Ty natomiast oddajesz radośnie ów tysiąc, człowiekowi leżącemu gdzieś na teneryfie popijającego drinki z parasolką i śmiejącego się do rozpuku z tego jaki jesteś naiwny bo dałeś z siebie zrobić złodzieja okradającego własnych ziomków.
Natomiast argument że osoba wzbogacająca się poprzez oprocentowanie, również wyda owe pieniądze na dobra i inwestycje tworząc np. dobrze płatne miejsca pracy czy jakieś inne wydumane projekty, również nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Doskonale wiemy że korporacje czy też multimiliarderzy są w stanie płacić swoim pracownikom jedynie nieco atrakcyjniejsze stawki niż te które są w stanie zaoferować inni inwestorzy i to tylko p oto aby przyciągnąć lepiej wykształcona kadrę której wartość i tak jest o wiele wiele wyższa.
Przeciętni inwestorzy będący za razem kredytobiorcami, jak wykazaliśmy w powyższym przykładzie z kowalem. Biorąc kredyty na swoją działalność systematycznie ubożeją względem pożyczkodawców oferując relatywnie, coraz to gorsze zarobki względem poziomu światowego kapitału. ( o czym z resztą wspominałem w ripoście nt BDP)
Co do życiowych wydatków bogaczy, faktem jest natomiast to że idąc do sklepu po kiełbasę czy mleko, płacą oni TYLE SAMO ile przeciętny kowalski, tak więc przeświadczenie że poprzez swoje wydatki pieniądz ten wraca do krwiobiegu gospodarki jest tak samo błędne. Mówimy tu oczywiście o „kiełbasie” ale tak samo jest z pieniędzmi zainwestowanymi w odrzutowiec. Pracownicy budujący ów samolot, dostają przecież taką samą płacę gdy budują go dla firmy przewozowej kowalskiego jak i dla opływającego kasą bankiera. Dochodzi tu więc do zjawiska ciągłej akumulacji kapitału w ich rękach.
(Nie)skomplikowana Ekonomia
Cała ekonomia pieniądza dzisiejszych czasów, nadmiernie i niepotrzebnie skomplikowana, tak naprawdę sprowadza się więc do prostej zasady, że pieniądz odzwierciedla wartość dóbr którymi obraca się na rynku. Wszystkie dodatkowe cyferki wykresiki i inne dupsle, które sprawiają że między pieniądzem a posiadanym przez banki depozytem, nie można postawić równości (i tym samym nazwać pieniądza Ekwiwalentem), są najzwyczajniej w świecie sumą UKRADZIONĄ przez tych którzy promują system bankowy w obecnej formie i sprytnie zakamuflowaną przez niepotrzebne udziwnienia i komplikacje.
Ukradzione w ten sposób pieniądze w żaden sposób NIE napędzają gospodarki a raczej pogrążają ją z roku na rok powodując kryzysy gospodarcze i nieszczęścia milionów obywateli różnych krajów.
To że nie odczuwasz tego drogi czytelniku na własnej skórze wynika tylko i wyłącznie z tego że aby zrekompensować i zatuszować tą kradzież, wielka finansjera kradnie tam gdzie nikt nie patrzy i tam gdzie nikt nie jest w stanie wołać o pomoc.
Ofiarą padają więc ubogie kraje takie jak Tajwan, zasobne lecz rozbrojone kontynenty takie jak Afryka, czy też uciśnieni pracownicy krajów Totalitarnych takich jak Chiny. Oczywiście my Polacy nie musimy szukać daleko gdyż nasz kraj nieszczęśliwie należy do jednego z tych który tak samo jak Uganda czy Tajwan, jest celem polityki zagranicznej mającej drenować pracę Polaków aby spłacać pożyczki zaciągane przez żyjący na kredyt Zachód.
Jednak w naszym przypadku padamy też zarazem ofiarą kampanii promującej pożyczki. Również przyczyniając się do własnego nieszczęścia. Dając się zwieźć zmasowanej propagandzie kredytowej zachodnich banków która przez ostatnie 10 lat (szczególnie za czasów PO) osiągnęła swoje apogeum już dawno oddaliśmy dużą część swojego majątku. Przykładów nie trzeba szukać daleko, wystarczy wspomnieć o nieszczęsnych Frankowiczach - najlepszym przykładzie ogłupiania Polaków „(anty)ekonomią” kredytową, czy też stale rosnącym zadłużeniu gospodarstw domowych. Taki stan rzeczy z oczywistych względów przekłada się na zadłużenie całego kraju gdyż biedny obywatel to obywatel bez perspektyw na rozwój i poprawę swojego bytu. To natomiast przekłada się oczywiście na nas wszystkich w postaci rosnącego zadłużenia kraju, do którego dodatkowo w ten sam sposób dorzuca się (nie)rząd POPIS-owski zainstalowany w Polsce przez obcy kapitał aby pilnować takiego stanu rzeczy.
Twierdzenie więc że kredyt jest dźwignią gospodarki stoi dla mnie na takim samym poziomie, jak teorie zwolenników płaskiej ziemi. Tak samo też, jak w przypadku tej niedorzecznej teorii która wydaje się być może słuszna z punktu widzenia osoby stojącej na powierzchni planety i zaczyna się sypać dopiero jak polecimy w kosmos. Tak też kredytobiorca z dobrze prosperującą firmą, może być święcie przekonany że to dzięki kredytowi stworzył nowe miejsca pracy, jednak spoglądając na to z szerszej perspektywy, Przeniósł on po prostu swoje bezrobocie w inne miejsce na naszej planecie.
Dziękuję za Uwagę i zapraszam do czytania innych moich wpisów