Weźmi pon czarno kure...
Jak czornej nie widzisz to ode somsiada te biało nioske skołuj. Spasaj antydbiontykiem w trzy uncje wieczora kiedy ksiemżyc za chmurom. Odpraw gusła konieczne i na dzień trzeci tej dziołszce cichej podaruj. Tej, której chłop rozjechoł ci twój rower mercem swoim.
Czekaj trzy dni.
Jak go już wywiozom karetkom zaoferuj swą pomoc na czas kiedy w szpitalu leczą. Miesiąc nie minie a wdową zostanie; wtedy przyda się dziewuszynie kto zaufany.
Nie śpiesz się i nie strachaj. Wszak u niej nerki słabe już bo od jadła też schorowana. Będzie okazja to się żeń. Po lekarzach woź gdy potrzeba tak, by wszyscy widzieli, że ty dobry. Nie jak ten bywszy co i pięści nie skąpił i grosza nie dał.
Potem jedynie łzę uroń, smutny chodź.. i po sprawie.
Tak to chałupa twoja i merc. Kosztem jedynie roweru - żal bo służył wiernie. Lecz gdzie mu do merca twego? I krwi przykrość było upuszczać krowinie by kurę skropić. Dżins żeś sobie poplamił farbo rdzawo i się wyprać nie dało. W śmiecie żeś cisnął - no bo jak trzymać splamione? Też szkoda bo spodzień nowy był, ale..
Strata potrzebna.
Jedziesz tera gdzie inne. Ludzie co cie nie znajo - ty forsiasty; ty będziesz im mówić o robić. Nie jak dotąd. Ten tuzin tysiączków dla równego rachunku ty mie daj. Dla cię to nic gdy obok merca w garażu drugi stał. Coś go sprzedał - ten szary.
A z cygankom to warto dobrze żyć. I po dobroci pomagać. W kartach los zapisany a karty w ręku trzyma ta, co nie ocygani.
Ino byś nie zapomniał skąd jesteś.