WRZESIEŃ
A gdybyście tak nagle, pewnego dnia, stracili przytomność?
Nie ma was, świat się nagle rozmył i zapadł.
Noc, ciemność, cisza.
Ale,
po jakimś czasie odzyskujecie świadomość.
Załóżmy, że powoli budzicie się z komy..
Nie wiecie gdzie jesteście, jaki to dzień i miesiąc, jak długo przespaliście, ile was nie było.
Wszystko jest już ok, dochodzicie do siebie, dochodzicie do zdrowia (albo odwrotnie).
Wyglądacie przez okno.
Ale z okna to tylko drzewa, liście, kawałek nieba.
Po pewnym czasie możecie już wyjść z domu.
(Do czegoś zmierzam. Jakby co.)
Zatem wychodzicie na zewnątrz.
(Albo STOP!
Zróbmy jeszcze trudniej, jeszcze bardziej w sedno.
W wyniku tej choroby, chwilowo straciliście wzrok!)
Wychodzicie na zewnątrz. Ale Nic nie widzicie.
Słyszycie szum wiatru, jakieś dźwięki, (z których zwykle nie zdajemy sobie sprawy, bo odbieramy je bezwiednie, nie skupiając się na nich, bo po co).
Zatem docierają do nas jakieś dźwięki i zapachy.
Zapachy.. jeszcze nigdy nie byliście tak wyczuleni na zapachy.
Gdy jedne zmysły szwankują, inne się dwoją i troją. Powonienie staje się wyostrzone, zapachy nagle otaczają nas całym swym kolorytem, otulają nas z każdej strony.
I teraz Pytanie:
Czy w takiej sytuacji, tak zupełnie bez podpowiedzi, bez zegarka i kalendarza, nie pytając nikogo o pomoc,
czy rozpoznalibyście PORĘ ROKU?
Na pewno.
A MIESIĄC?
A GODZINĘ?
Która może być godzina, teraz, gdy wyszliście z domu, tak całkiem bez zegarka, na czuja.
Rozpoznacie?
Po aurze, po kolorach, po dźwiękach, po zapachach.
Czy rozpoznalibyście, że jest WRZESIEŃ?
WRZESIEŃ
(I PEJZAŻ BEZ CIEBIE)
Wrzesień jak dywan, jakich nie bywa
często ostatnio –
płowo-zielony dywan zdobiony
słońcem dostatnio.
Pejzaż gorący, rżysk i stygnących
gwiazd w zimnym niebie –
Smutku, co zawisł
kluczem żurawi –
pejzaż bez ciebie.
Dzień za dniem,
sen za snem,
pełnia i nów,
i słońce znów.
Noce i dni
wciąż nazbyt ładne –
zmierzchy i
świty bezradne.
Rower zmęczony, płosząc gawrony
sunie drożyną.
Jedzie listonosz –
już pod czerwoną jest jarzębiną.
Na skwar narzeka, ma tylko przekaz –
złotych sto dziewięć !
Tą samą drogą wraca.
Nikogo.
Pejzaż bez ciebie.
Dzień za dniem,
sen za snem,
pełnia i nów,
i słońce znów.
Noce i dni
wciąż nazbyt ładne –
zmierzchy i
świty bezradne.
Na horyzoncie topi się słońce
w złocie czerwonym.
Rzeką nadpływa siwa flotylla
mgiełek wieczornych.
Idę przez pole gdzie dwie topole -
drzewo przy drzewie -
patrzą z wysoka w przestrzeń jak Otchłań -
pejzaż bez ciebie.
Dzień za dniem,
sen za snem,
pełnia i nów,
i słońce znów.
Chyba to sprawił Wrzesień, że prawie
nic już nie czuję.
Słucham, jak teraz upał zamiera,
ciszą pulsuje.
Pewno ci dobrze gdzieś o tej porze,
pewno przyjemnie.
A wokolutko-
pejzaż bez smutku-
pejzaż beze mnie.
Noce i dni
O których nie wiesz
jesień i
pejzaż bez ciebie.
.
Innymi słowy:
Na ile świadomie odbieracie rzeczywistość, na ile jesteście ogarnięci w czasoprzestrzeni?
Czy mają dla was znaczenie upływające dni, miesiące i lata?
A gdyby was zaskoczyć i zapytać, na przykład:
a co takiego zdarzyło wam się w 2006 roku?
Wymienicie choć jedną charakterystyczną kwestię, jakiś epizod wart opowiedzenia, jakieś kluczowe zdarzenie - umielibyście?
A w kolejnych latach?
Co? Nic?
Czasem nic nie przychodzi na myśl, prawda?
Nic konkretnego nie wypływa nam tak od razu na powierzchnię?
Może trzeba mocniej się skupić, głębiej poszperać w szufladkach pamięci?
A cóż zatem jest wart rok naszego życia, skoro nie potrafimy powiedzieć o nim niczego szczególnego, niczego charakterystycznego? Nawet jednej konkretnej kwestii?
A co wydarzyło się, w TYM, powoli już upływającym roku?
(ktoś się ożenił, ktoś umarł, urodziło się jakieś życie - tyle zwykle pamiętamy..)
Chociaż..?
Czasem nie pamiętamy nawet tego.
Zlewa nam się to nasze życie, zamazują kontury, wycierają daty.
pory roku.. brak pór roku..
Jaki zapach powietrza ma wasz aktualny wrzesień?
Jakie wasz wrzesień ma kolory drzew? Jaki odcień ma trawa?
Czy czujecie już zapach śliwek, grzybów i orzechów?
Czy tęsknicie za ogniskiem w Bieszczadach?
Co robicie, moi drodzy, aby życie wam się nie zlewało w jeden mętny, monotonny strumień??
Czym, jakimi wydarzeniami go urozmaicacie?
Czym wyróżniacie poszczególne lata, miesiące i tygodnie? Jak je zapamiętujecie?
Kiedy byłam młodsza prowadziłam pamiętnik.
W sumie jeszcze do dzisiaj czasem to robię, ale jest to już pisanie tylko z nagłej, pilnej potrzeby serca, gdy mimowolnie coś mi z głowy/serca wypłynie.
Zdarza się to już chyba coraz rzadziej, (i jakby czasu coraz mniej).
Natomiast nadal - i bez żadnej przerwy, prowadzę co roku kalendarz.
Wiecie taki kalendarz jak do torebki, kieszonkowy, notesowy?
Terminarz.
Do dzisiaj mam nawyk zapisywania w nim wszelkich ważnych dla mnie kwestii (i nie mam tu na myśli tylko terminów do pediatry).
Mój starszy Brat, wiedząc jak skrupulatnie wszystko notuję, często do mnie dzwonił i pytał: "a pamiętasz kiedy zacząłem staż w tej firmie?" Albo: "jak się nazywała ta miejscówka, w której byliśmy dwa lata temu na nartach?"
Albo przyjaciółka się upewniała: "pamiętasz kiedy byłyśmy w szpitalu u Sylwii? To było już 4 czy 5 lat temu?" albo: "przypomnij mi kiedy była ta impreza, na której do bólu tańczyłyśmy przy Aerosmith?"
I ja wyciągałam swój kalendarz i sprawdzałam daty, konfrontowałam pamięć z faktami, odnajdywałam ten fragmencik życia.
Czasami dopiero dzięki kalendarzowi wiązałam fakty, dostrzegałam powiązania miedzy zdarzeniami.. ktoś gdzieś wyjechał, ktoś wrócił, ktoś kogoś poznał, ktoś zachorował.
(Patrz: teoria siatki)
Albo uderzały mnie jakieś moje życiowe analogie, np.coś wydarzało się zawsze w grudniu, niezależnie od zimowej pory, po prostu ot tak okazywało się, że to znowu cholerny grudzień.
I dopiero notatki w kalendarzu mi to uświadamiały.
Zatem zapisuję w kalendarzu (poza terminami tzw. bieżącymi), także te bardziej cenne wydarzenia, epizody, myśli, spotkania z ważnymi ludźmi, fragmenty rozmów, jakiś istotny sms, błyskotliwy cytat, powiedzonka mojego dziecka, szepty bliskiej osoby, zasłyszany utwór.
Naprawdę wracam czasem do tych notesów z ogromnym sentymentem, sprawdzam muzykę jakiej wtedy słuchałam, uśmiecham się do dawnych rozmów i ludzi, których czasem już w moim życiu nie ma.
Zadziwiam się jak ten czas leci, i która to już rocznica od odejścia kogoś, kto zostawił po sobie pustkę.
a Wy?
Znacie to uczucie, że ktoś Wam - nie wiadomo kiedy - ukradł pół roku z życia?
że był marzec, a nie wiadomo kiedy nastał wrzesień?
("kiedy wieczór zmienia się w świt.. kiedy luty zmienia się w lipiec.. Nostalgia!")
Czy lubicie daty, terminy, kalendarze?
Rozróżniacie czas?
Jesteście świadomi upływu kolejnego miesiąca?
Ma dla was znaczenie ten, przeciekający nam przez palce Strumyczek?
Co robicie, aby krople życia, jakoś w nim wyodrębnić, wyróżnić?
Internalizować? (ponieważ powstrzymać się tego nie da).
Co robić, by życie nie zlewało nam się w jedną bezkształtną, monotonną rutynę?
Dzień za dniem, rok za rokiem..
I tylko obraz w lustrze nieco się zmienia..
Choć też nie do końca to sobie uświadamiamy, bo powolnych, stopniowych zmian często nie dostrzegamy, zbyt subtelnie następują.. dopiero te raptowne potrafią plasnąć nas w czoło.
Zwykle pędzimy przez codzienność nieprzytomni.
Przecież i tak już jesteśmy spóźnieni do pracy/ zaraz zaczną się nasze zajęcia na uczelni/ przepadnie nam termin u okulisty/ czy tam na fitness/ ucieknie nam autobus itd.
..
PEJZAŻ BEZ CIEBIE to moja ulubiona piosenka o Wrześniu.
Uwielbiam ją za wiele, wiele wątków i smaczków.
Za ten zamyślony klimat, za wiejskie krajobrazy, za listonosza na rowerze, za topole i klucz żurawi na niebie..
No i za tamten niezapomniany Smutek Bezradnego Świtu (kto przeżył ten wie)..
A jakie są Wasze ulubione piosenki o tym miesiącu? Macie takie?
A jeśli nie o wrześniu, (bo właśnie podstępnie nam uciekł, przeciekł, przemknął, a może się przeczołgał, wykapał, spłynął powolna stróżką, albo się zawiesił?)
Wiec jeśli nie o wrześniu, to może o październiku?
..
Tak kochani, właśnie mija wrzesień i nastaje październik.
Październik 2018 - jedyny taki miesiąc w Waszym życiu.
Warto nie dać go sobie "zabrać".
(U mnie właśnie pachnie kawa pumpkin spice latte.)
Dzień za dniem,
sen za snem,
Pełnia i Nów,
i słońce znów...
****