Cześć wszystkim!
Dzisiaj coś innego, bo w jednym poście podsumowane aż 3 dni! Myślę, że takie posty będą fajniejsze, bo więcej będę mogła pisać i nie będzie zbyt mało zdjęć itp.
Od tego tygodnia zaczęły się upały, które w tym tygodniu mi szczególnie doskwierają 🥵
Właśnie przez nie w poniedziałkową noc nie mogłam usnąć. Było mi tak gorąco, że nawet otwarte okna nie pomagały, a mój wiatrak jest aktualnie zepsuty 😣 No katastrofa!
Dodatkowo, koło ucha ciągle latała i brzęczała mi mucha, która też chyba była trochę zaspana, bo ciągle siadała mi na głowie, policzku, nodze czy ręce.
Ale to dzięki nim, pierwszy raz wstałam i zobaczyłam zachód słońca (oczywiście w wakacje 2021) 🌆
Myślałam o tym, żeby już wstać, bo w sumie nie chciało mi się spać. Powiedziałam sobie, że jeszcze troszkę sobie poleżę i nie wiem, jak to się stało, ale wstałam o 9 😅
Zrobiłam sobie szybko tortille z kurczakiem, mozzarellą i szpinakiem i ruszyłam dalej.
Zrobiłam nawet zdjęcie, bo niebo było naprawdę śliczne i choć mam je teraz ciągle, to zawsze lubię w nie popatrzeć.
Następny dzień zaczęłam od lepienia pierogów. Moja babcia kupiła ostatnio borówki i nie obeszło się oczywiście bez pierogów z borówkami i śmietaną z cukrem 🥟
Zrobiliśmy również z białym serem.
Podliczyłam i wyszło, że zrobiłyśmy równo 140 pierogów! (na zdjęciu powyżej nie widać wszystkich pierogów, bo było one robione w mniej więcej połowie lepienia 😜)
Poczytałam jeszcze książkę jak co dzień i ruszyłam do domu, aby przygotować się na nocowanie ⛺
Nocowałam z moimi przyjaciółkami w namiocie i było fantastycznie! Szkoda tylko, że znowu gorąco nas z rana zaatakowało i czułam się jak nieżywa. Spałam tylko 2-3h więc ogółem czułam się jak zombie i przysypiałam. Dopiero gdy mój brat zgodził się na oglądnięcie bajki, mogłam sobie pozwolić na chwilę odsapnięcia 😴
Przez resztę dnia, pomagałam rodzicom wynosić meble z kuchni itp. bo jutro ją malujemy, a w piątek przychodzą panowie, żeby wszystko zamontować.
Powiem Wam, że życie bez kuchni jest przedziwne 😂 Teraz za kuchnię robi mój salon, więc jest dość ciężko, ale szybko minie i w końcu wszystko trafi na swoje miejsce.
A jak tam u Was? Gorąco daje Wam żyć czy nie za bardzo?