Gdy tylko otworzyłam oczy, od razu chciałam je zamknąć.
Nie jest to idealny początek posta, ale prawdziwy 🤣 Pogoda za oknem wyglądała tak:
A z mojej drogi koło domu zrobiła się mini rzeczka:
I naprawdę, nie miałam siły na nic. Mój młodszy brat natomiast miał mnóstwo energii, której nie potrafił rozładować w domu. Czekałam i modliłam się, aby przestało padać i stało się! Około godziny 12 przestało padać i mogliśmy wyjść na pole. Czułam się jak ptak uwolniony z klatki 🐦
Uśpiłam brata i poczytałam trochę książki. Cały dzień było naprawdę chłodno i nieprzyjemnie wilgotno. Nie lubię gdy wilgoć jest w powietrzu, bo czuję się nią "obklejona", a to sprawia, że mam wrażenie, iż jestem cała brudna.
Raz się przejaśniało, a za chwilę nadchodziły następne chmury.
Pod koniec dnia robiłam gofry, bo miałam okropną ochotę na coś słodkiego. Dam wam przepis, choć tak naprawdę wszystko wzięłam od kwestii smaku (bardzo polecam wam tego Instagrama i stronę internetową: https://www.kwestiasmaku.com/home-przepisy?page=11. Bierzcie i korzystajcie!)
A co do gofrów to:
- 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
- szczypta soli
- 1 łyżka cukru wanilinowego (ja daję jedno opakowanie)
- 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżeczki cukru lub cukru pudru (jeśli jem bez żadnych dodatków to lubię dać 3 łyżeczki :) )
- 2 jajka
- 1 i 1/3 szklanki mleka (radzę wam dać najpierw tę 1 szklankę, a później dodać kapkę mleka, aby rozrzedzić ciasto)
- 1/2 szklanki oleju roślinnego (może też być roztopione masło)
Nic prostszego. Najpierw sypkie składniki. Mieszamy. Później dodajemy resztę. Natłuszczamy gofrownicę i wlewamy ciasto. Pilnujemy i zaglądamy co jakiś czas. Dodajemy dodatki. Smacznego!
O! Warto dodać, że z takiej porcji wychodzi mi równo 8 goferków :)