Hejka!
Dzisiejszy dzień zaczęłam od bojowego zadania od babci i dziadzia 💪🏼 Musiałam obrać orzechy włoskie, ponieważ w sobotę przyjeżdża mój wujek, aby zabrać je do Zabrza i sprzedać 😁
Pogoda była bardzo fajna, ponieważ nie było afrykańskich upałów jak ostatnio i był miły wiatr więc pracowało się bardzo przyjemnie.
Później uśpiłam mojego brata i skorzystałam z wolnego czasu czytając książkę i powtarzając słówka z angielskiego. Szczerze mówiąc, bardzo to zaniedbałam. Moja regularność na eang.pl spadła do 10% 😨 Postanowiłam sobie, że od teraz codziennie będę powtarzać słówka, bo widzę, jak dużo zabrała mi ta przerwa.
Mój brat się obudził i wybraliśmy się do domu. Tam też czekało sporo pracy, bo trawa po ostatnich deszczach zaczęła rosnąć nieubłaganie szybko, a rośliny dostały jakiegoś powera.
Najpierw zajęłam się tymi paniami:
Głównie wyczesywałam je po to, aby je porządnie rozczesać, bo od ciągłego wchodzenia do wody miały posklejaną sierść i dużo trawy w niej. Korzystałam również z Furminatora, no bo żal nie wyczesać podszerstka, który na pewno jest jeszcze gdzieniegdzie gruby. Najwięcej "wyszło" z Bonnie, bo aż cała garstka. Więcej ich nie męczyłam, bo chciały się bawić, a jutro również jest dzień.
Później pomagałam mamie ogarniać warzywa i mam tu dla Was małą aktualizację:
Wcześniej nie widziałam tej papryczki, bo była pod włókniną, a ja naprawdę rzadko tam wchodziłam. Zaskoczyło mnie to, jaka jest już wielka, zresztą popatrzcie na pomidory, bo one też dużo podskoczyły:
Więcej tego pojawi się dziś w nowym poście z serii "Co nowego w ogrodzie" więc wyczekujcie 🥰
Na koniec dnia wybrałam się na naprawdę krótki spacer, bo jedynie 2 kilometry. Było już około 22, a ja nie lubię sama włóczyć się po nocach, więc szybko wróciłam do domu.
Dzisiaj w nocy były prześliczne gwiazdy, więc warto było spojrzeć w górę. Jestem wdzięczna, że mieszkam na wsi i mogę w pełnej ciemności i spokoju (częściowo, bo w nocy po głównej drodze jeździ malutko aut) spojrzeć w niebo.
A jak Wam minął dzień?