Tego filmu nigdy nie zapomnę. Po prostu czuję na nim wiatr historii. To była godzina 12.00. Dzwoni do mnie młodszy kuzyn z pytaniem czy nie poszedłbym z nim do kina. „Ok” - odpowiadam. 15.00 – w „Wiadomościach” pani Holecka (już wtedy robiła) informuje, że „doszło do zderzenia samolotu z wierzą WTC”. Była to któraś informacja, nie główna. Bo do ataku doszło 15 min. wcześniej. 16.00 – wychodzę do kina. 18.00 – wszystkie stacje telewizyjne już informowały o tym, że doszło do kilku zamachów z użyciem samolotów na terenie USA. Moment, gdy świat z niedowierzaniem obserwował dramat Nowego Jorku, Pentagonu i lotu 93, ja spędziłem wówczas w kinie na filmie „Lara Croft: Tomb Raider”. Dlatego ten tytuł zawsze będzie mi siedział w głowie, choćby nie wiem co.
Reżyser Simon West zasłynął kilka lat wcześniej produkcją videoclipów, ale przede wszystkim filmem „Con Air - Lot skazańców” z Nicolasem Cagem. Tamten film miał wiele wad, ale jako rozrywka był bardzo w porządku. Tutaj sprawa wydaje się nieco bardziej skomplikowana. „Tomb Raider” to gra, która urosła kultem, stąd oczekiwania wobec ekranizacji były bardzo duże. Sam film był promowany już rok przed premierą, z mocnym naciskiem na to, że jest to gra przygodowa, więc film również takowy będzie. Było to sprytne, bo nawiązywano wprost do tego, że będzie to „Indiana Jones w spódnicy”. A któż z nas nie ma wspaniałych wspomnień z „kinem nowej przygody” z lat 80-tych?
Niestety, potwierdziła się smutna zasada, która od wielu lat przeszkadza wielu graczom: film nijak ma się do tego, co przeżywamy przed ekranem komputera. Napięcie w tym filmie jest żadne, finał niezwykle przewidywalny. Co ciekawe – aktorzy sprawiają wrażenie, że sami nie wiedzą co tutaj mają do roboty. Film bronią wprawdzie nieziemskie plenery, ale w tego rodzaju filmie jest to po prostu oczywiste.
Pisząc o aktorach, należy dać jednak akapit dla główniej bohaterki. Angelina Jodie tym filmem ugruntowała swoją pozycję w Hollywood, jako najseksowniejszej babki w tej fabryce rozrywki. To na pewno jej pomogło, bo sama Croft jest wymyślona jako babka o której śnią faceci. Nie zmienia to faktu, że aktorka ma na swoim lepsze kreacje. A trzeba przyznać, że tu był wielki potencjał, by wycisnąć znacznie więcej.
Film nie umywa się ani do serii „Indiany Jones”, ani do „Powrotu do przyszłości”, ani nawet do „Miłość, szmaragd i krokodyl”. Niestety, ale film jest przykładem tego, że gry komputerowe bardzo trudno przenieść na ekran. Bo mają swój świat, który tak naprawdę został już przedstawiony przez twórców gier. Nie zmienia to faktu, że Hollywood wciąż czeka. Przecież po cichu nas Polaków wciąż zastanawia czy np. „Wiedźmin” to będzie ekranizacja książki czy też może bardziej gry…