Akcja I 
Widząc, że cała załoga już wyszła, zacząłem wyłączać silniki statku. Byłem jedyną osobą, która potrafiła obsługiwać pojazdy wodne, więc dumny tytuł pilota przypadł mi. Niezbyt mi to przeszkadzało, ponieważ już od małego było to moje marzenie - być tym, który będzie wyznaczał nowe granice.
Po chwili silniki zgasły.
Długo się nie namyślając opuściłem statek i dołączyłem do reszty załogi. Każdy już coś robił - a to ktoś przeszukiwał pomieszczenia, a to ktoś natrafił na zwłoki. Bywa. Szybko się rozglądając zauważyłem, że stacji nie brakuje uroku. Kilka w miarę zadbanych pomieszczeń, piękna szklana ściana, lekki rozgardiasz w recepcji. Świetne miejsce na bazę. Chociaż słaby punkt, którym była owa ściana ze szkła, trochę niepokoił. Ułatwiał on ewentualne zatopienie stacji. Razem z ludźmi w środku, oczywiście. Chociaż teraz za późno na takie filozoficzne gadki - ktoś znalazł inny sposób na wybicie całej stacji.
Gdy ktoś obok mnie przechodził, starałem się zagadać. W takich miejscach nikt nie czuje się dobrze, więc trzeba się wzajemnie wspierać. Chociażby zwykłą, krótką rozmową. W ten sposób zagadałem do naszego pokładowego hakera, zarzucając tekstem, by zostawił dla mnie gazetki, jak jakieś znajdzie. Pilotowanie i pilnowanie sprzętu na statku to dosyć niewdzięczna robota, bardzo szybko staje się wręcz monotonna. Dlatego każda książka lub chociażby magazyn, nawet taki sprzed Kataklizmu, to istna perełka, pozwalająca zapomnieć o znużeniu.
Gdy panicz haker poszedł załatwiać swoje sprawy, zajrzałem do recepcji. Ktoś już odblokował komputer i włamał się do niektórych urządzeń na stacji. Szybko przeklikałem się przez obrazy działających kamer, sprawdzając ile z nich działa i gdzie mogą być umiejscowione, po czym zacząłem przeglądać pliki komputera, szukając jakiejś listy osób pracujących w tym ośrodku.
W końcu znalazłem odpowiedni rejestr. Zerknąłem na biurko i wziąłem pierwszy lepszy zeszyt, który miał jeszcze dużo niezapisanych stron. Przy drugim zerknięciu spośród lekkiego bałaganu wydobyłem ołówek. Zacząłem przepisywać imiona i nazwiska osób z rejestru. Nie trwało to jakoś szczególnie długo. Ot, kilkadziesiąt minut.
Po wszystkim opuściłem recepcję i zacząłem dokładnie przeszukiwać wszystkie ciała, jakie znalazłem na poziomie 0. Koncentrowałem się na znalezieniu jakichś identyfikatorów. Gdy znalazłem coś, co pozwalało na identyfikację danej osoby, skreślałem ją z listy i zapisywałem widoczny powód śmierci. Jeżeli nie było żadnego widocznego powodu - zapisywałem to jako "nieokreślone". Dopiero po ustaleniu tożsamości zaczynałem przeszukiwać kieszenie.
RE: [SubSteemia] - Opuszczona Stacja - Scena III