Starocie, uwielbiam je. Wiele mojego serca odnaleźć można w przedmiotach, których lata świetności przeminęły dziesięciolecia temu – bez względu na ich wiekowość, zawsze czuję i widzę w nich to, co sprawia, że warto dać im nowe życie, kolejną szansę przy użyciu niewielkiego nakładu pracy i czasu.
Mój wzrok zawsze lgnie do tych z defektami, z zadrapaniami, z brakującymi elementami – patrzę i wiem, czym i jak przywrócić piękno temu, co zostało zepchnięte w odmęty niepamięci. Wiem jednocześnie, że nowy element nie będzie tak idealny jak ten, którego brak. Pewnych elementów nie sposób zastąpić czymkolwiek, ale zawsze przecież można próbować.
Lubię otaczać się przedmiotami starymi. Ich energia przyciąga mnie i inspiruje. Często znajdują mnie same, wpadają w moje dłonie w przypadkowych sklepikach, często kupowane za półdarmo. Nierzadko wymagają czyszczenia i naprawy, dbam o to i daję im dom – drugie życie.
Z łatwością wypełniam nimi moją przestrzeń. W ich obecności o wiele łatwiej o inspirację i przyjemny klimat podczas pracy.