Jako zatwardziały dekarz z rzadka bywam w domu. Spędzam głównie czas w plenerze poświęcając się pracy zarobkowej niemal do upadłego. Oczywiście z jednej strony finanse ważne z drugiej jednak strony moje pociechy (trzy córki) tracą sporo na nieobecności swojego taty.
Zdarzają się jednak sytuacje jak obecnie kiedy pokonuje mnie choroba, grypsko tfu...nie lubię. W tym miejscu co "złośliwsza" dama już się uśmiecha (37 st.C i już mężczyzna umiera), poniekąd tak jest. Nie jestem fanem obowiązków domowych w żadnym wypadku, absolutnie nie lubie (a który facet lubi?). Niemniej jednak kiedy spędzam chorując w domu czwarty dzień z kolei człowiek z nudów popada w rutynę. Sprzątanie wchodzi w nawyk, pranie? - gratka, wysłanie dzieci do szkoły, odrabianie lekcji - no problem. Ale kiedy przychodzi do gotowania, ciężko sprostać potrzebom moich małych kobietek, tym bardziej, że to moja żona jest zawodową kucharką, szefuje na kuchni jednej z naszych miejskich restauracji.
Nie mam szans w takim układzie aby dorównać mojej pani w kuchni, niemniej jednak dziatwy trzeba nakarmić kiedy szefowej nie ma w domu.
O dziwo kiedy zadaję pytanie moim "gnomom ogrodowym", co dzisiaj na obiad sobie życzycie? nie pada jako pierwsze Mc Donald a zazwyczaj kotlety z piersi kurczaka czy też spaghetti. Nie oznacza to, że nie lubią fast-foodów, o nie. Lubią jak wszystkie dzieci ale ten rodzaj żywności również staramy się robić w domu z własnych przepisów i produktów, pizze, hamburgery itd.
W dniu dzisiejszym na szczęście padło na spaghetti. Danie proste szybkie łatwe, opanowałem do perfekcji z półśrodków oczywiście. Czemu z półśrodków? A no dlatego, że spędzanie czasu w kuchni dłużej niż 30 min łącznie ze zmywaniem naczyń powoduje u mnie drgawki porównywalne do tych występujących w chorobie parkinsona. Nie gotuje sosu samodzielnie jak moja żona, poległbym w przedbiegach. U mnie przepis na spaghetti, którym dzieciaki się zajadają wygląda następująco:
Około 500 gr łopatki wieprzowej mielonej, fix Bolognese oraz makaron w postaci świderek gdyż nitki przy jedzeniu doprowadzają moje pociechy do frustracji, a jako "poprawnie skonstruowany samiec" unikam sytuacji stresowych, problematycznych zawczasu :). Do tego zestawu dodaję czasem tarty parmezan, który w zasadzie spożywam jedynie ja czasem moja żona, dzieci nie przepadają.
Cała akcja trwa niespełna 25 minut. Na patelnie, wok lub inne preferowane przez was naczynie (ja używam patelnie zepterowską) wlewamy odrobinę oleju (1-2 łyżki stołowe), po rozgrzaniu wrzucamy mięso do podsmażenia. W między czasie nastawiamy garnek z wodą osoloną na makaron.
Mięsko przy smażeniu mieszamy i rozdrabniamy drewnianą łyżką, upewniając się aby białko w mięsie solidnie się ścięło i przybierze z czerwonego szarawy kolor.
Kiedy mięso całkowicie się obgotuje, podsmaży rozdrabniamy mięso zwykłym tłuczkiem do ziemniaków tak aby stanowiło małe odrębne kuleczki, grudki zamiast mielonych "robaków".
Poświęcając minutkę przygotowujemy sos fix. Do ok 400 ml wody wsypuję dwie torebki. Dokładnie mieszam aby nie zostały grudki. Zalecenia producenta co do ilości wody to 250 ml na saszetkę ale pamiętajmy, że przy podsmażaniu mięsa wytrąci się woda i po dodaniu sosu może wyjść zbyt rzadki. Trzeba będzie dłużej gotować aby odparować więcej wody.
Dobrze rozmieszany sos wlewamy do mięsa, mieszamy dokładnie i doprowadzamy do jego wrzenia, po czym gotujemy jeszcze ok 7-8 min na malutkim ogniu a w między czasie zajmujemy się gotowaniem makaronu.
Moje pociechy nie lubią rozlazłych, rozgotowanych "klusek", śmiało mógłbym wyrzucić je do śmieci (mimo iż mam etatowy odkurzacz w postaci psa, labradora wabi się Drago, ale on również gardzi takim makaronem) dlatego zawsze staram się zrobić makaron al dente. Gdy nasze świderki są już gotowe zlewamy je na durszlak i odrobinę hartujemy zimną bieżącą wodą, jednak nie za dużo aby całkiem nie wystygły, mają jedynie być sprężyste i się nie kleić.
Efekt końcowy wygląda tak:
Idealne szybkie danie, które dzieci lubią, wymaga niewiele czasu i wysiłku. Można oczywiście dodać odrobinę świeżej bazylii czy innej zieleniny, ja jednak nie potrafię namówić swoich dziewczyn do spożywania "trawopodobnych" wynalazków nad czym ubolewam. Młodość rządzi się swoimi prawami.
Jesteśmy już po obiedzie, rozmyślamy nad sposobem spędzenia kolejnych godzin bez mamy najlepiej nie brojąc i nie brudząc. W między czasie już planujemy kolację, zapewne skończy się na tostach z farszem "fantazja". Jeśli tak się stanie opisze wam przepis i przygotowanie w kolejnym wpisie. Życzę wszystkim smacznych posiłków i spokojnego, miłego weekendu.
Follow!Vote!Resteem!Comment!