2005 był przełomowym rokiem w historii pionierów nu metalu z Kalifornii. Z jednej strony - niedawne odejście Briana "Heada" Welcha w atmosferze konfliku wokół religii i stylu życia. Z drugiej stylistyczna ewolucja w bardziej przyjazną stacjom radiowym stronę, którą opisałbym jako "funkowo-industrialową". To też ostatni album nagrany wspólnie z oryginalnym bębniarzem, Davidem Silverią, kojarzonym głównie z ciężko położonych, hip-hopowych groove'ów.
To wszystko złożyło się na jedną z najciekawszych propozycji w dyskografii grupy. Dzisiaj porozmawiamy o See You on the Other Side.
Album otwiera glitchowy skit przechodzący z słynny, gryzący riff z Twisted Transistor. Do kawałka nagrano fenomenalny, prześmiewczy klip, w klimacie starego, jackassowego MTV. Idealnie pokazuje on miejsce w jakim znalazł się zespół, który przeszedł drogę od grania po garażach na amerykańskiej prowincji do mainstreamowej rozpoznawalności. W rolę muzyków Korna wcielili się znani raperzy jak Snoop Dogg czy Xzibit.
Utwory na płycie są melodyjne i bardzo rytmiczne. Walcowate riffy na siedmiostrunowych gitarach odeszły w zapomnienie, by ustąpić miejsca bouncy samplom i niemalże popowym rozwiązanom wokalnym.
Kolejnym hitem był mega-rytmiczny i świetnie zaśpiewany Coming Undone. Świecące grillsy na zębach Johnatana Daviesa w teledysku to kolejny ukłon w stronę popowo-rapowej kultury tamtych lat. Do dzisiaj uważam ten utwór za jeden z fajniejszych w historii grupy.
Płytę zamyka znacznie bardziej dyskretny Tearjerker, o znakomicie wyprodukowanym, przestrzennym brzmieniu. Kawałek jest kolejnym dowodem na to, że Korn od początku lubił ewolucje stylistyczne i przykładał ogromną wagę to pieczołowitego miksowania muzyki. Dla mnie ekstra.
See You on the Other Side nie było ostatnim eksperymentem Korna. Jeszcze bardziej kontrowersyjną i mniej skuteczną komercyjnie okazała się następna płyta Untitled - ale to temat na inny wpis.