✌ Rzym.
Tak jak starożytny Egipt, fascynował mnie od zawsze. Sporo wody musiało upłynąć w Tybrze zanim tam dotarłem. Przybyłem, zobaczyłem... i tęsknię.
Jeszcze o tym nie wiecie, ale Rzym od dawna zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Wszystko za sprawą drużyny, której kibicuję od dziecka, dokładnie od 18 lat - Lazio Rzym. Jeśli czegoś mogę być pewnym (prócz śmierci i podatków), to tego, że tej drużynie będę kibicował już zawsze. Na nic zmieniająca się moda, kolejne drużyny wygrywające Ligę Mistrzów. Tak po prostu zostanie.
Ale nie o tym miał być post! Kibicowaniu poświęcę osobną historię.
Lot z Warszawy do Rzymu trwa nieco ponad 2 godziny. Jeśli macie wybór, polecam lądować na lotnisku Ciampino, skąd do centrum dojedziecie autobusem miejskim lub 'shuttle busem'.
W przypadku drugiej opcji jedziecie bez stopów prosto na dworzec Termini. A dalej już do Waszego punktu noclegowego. Ja zatrzymałem się nieco dalej od Porta Maggiore, na Via Prenestina. Jeżdżąc nocnym autobusem na tej trasie z pewnością będziecie mieli okazję spotkać wielokulturowych towarzyszy. ;)
Z powodu późnego lądowania okazji do zwiedzania tego dnia już nie było. Najlepsze miało dopiero nadejść.
Poranna pobudka, szybkie pakowanie i wychodzę. Zwiedzanie rozpocząłem od podziwiania Bazyliki św. Jana na Lateranie. Będąc w Rzymie po prostu trzeba zobaczyć wnętrza kościołów, bazylik czy katedr. Inna sprawa, że jest ich tutaj tyle, że z pewnością nie uda się zobaczyć chociażby połowy.
Z Bazyliki św. Jana jest jedyna słuszna droga. Stając na Via di S. Giovanni Laterano oczom ukazuje się widok, który znajdziecie na każdej rzymskiej pocztówce, magnesie, czy pelerynie od deszczu - Koloseum. Miejsce majestatyczne, od którego nie można oderwać wzroku. Świadek historii, przelanych hektolitrów krwii i największych wojowników. Duma Rzymu, wzbudzająca zachwyt każdego, kto przyjeżdża do Wiecznego Miasta.
Czy to na zewnątrz, czy w środku - wszędzie tłumy.
Koloseum mieści się w sąsiedztwie Forum Romanum i Palatynu, więc wszystkie atrakcje można zaliczyć za jednym razem, jednak potrzeba na to zdecydowanie kilku godzin. Ja po wizycie w Koloseum zostawiłem resztę na następny dzień.
Kolejny cel - Piazza Venezia, gdzie znajduje się Palazzo Venezia - Pałac Wenecki. Pałac początkowo pełnił rolę rezydencji papieskiej, później ambasady. Stał się także rezydencją, z której balkonu przemówienia wygłaszał Benito Mussolini.
Od Pałacu, w którą stronę byśmy nie poszli znajdziemy coś interesującego. Ta część miasta ma w sobie dużo tajemnic, mnóstwo wąskich uliczek i skrytych kapliczek.
Chodząc i podziwiając dotarłem do Panteonu, budowli z przepiękną kopułą. Polecam wybrać się w słoneczny dzień - słońce majestatycznie wpada do środka, oświetlając ściany. Widok jest niesamowity!
Z Panteonu rzut kamieniem znajduje się Piazza Navona. Miejsce, w którym czuć ducha Egiptu z racji obelisku, wokół którego została zbudowana fontanna Czterech Rzek. Fontanna symbolizuje cztery rzeki z czterech kontynentów: Rio de la Plata, Dunaj, Nil oraz Ganges. Na samym placu mieści się również fontanna Neptuna.
Prawie w linii prostej od Piazza Navona znajduje się Campo de' Fiori. Miejsce śmierci Giordano Bruno, wybitnego filozofa, który wyprzedzał swoje czasy. Skazany przez Kościół katolicki za herezje jakich według niego miał się wtedy dopuszczać. Został żywcem spalony na stosie. Polecam zgłębić jego historię, jest intrygująca!
Być w Rzymie i nie widzieć papieża? No dobra, chociaż nie być na Placu Świętego Piotra?
Do Watykanu dostać się można przez jeden z kilku mostów prowadzących przez Tyber. Ja wybrałem się mostem Św. Anioła.
Na drodze spotkacie Zamek Świętego Anioła.
Sam Plac jest duży, ale w telewizji robił wrażenie jeszcze większego. ;) Jak zawsze powita nas kolejka do wejśca. Ale nie ma co owijać w bawełnę. Trzeba wejść do środka!
Warto zaopatrzyć się w bilet na taras widokowy. Droga na górę jest kręta, prowadzi wąskim korytarzem - nie polecam osobom cierpiącym na klaustrofobię!
Gdy już dotrzecie na pierwszy przystanek - tarasy w środku - zdacie sobie sprawę z ogromu tej Bazyliki. Mnie przytłoczyło. Ale to jeszcze nie wszystko. Wspinając się dalej dotrzecie do głównego punktu widokowego - zewnętrzne tarasy. WOW! Ugina nogi. ;)
Robiło się coraz później, a najlepsze ciągle miało nadejść.
O 20.45 mecz. Mój pierwszy w życiu na żywo mecz na Statio Olimpico. Kiedy wchodziłem na trybunę, łezka zakręciła się w oku. W końcu tam byłem. Tak długo musiałem czekać. Ale spełniłem swoje marzenie! To tylko dowód na to, że jeśli czegoś bardzo pragniesz, nie ważne ile będziesz musiał czekać. W końcu ten czas nadejdzie!
Resztę z tego wydarzenia zostawię na osobny wpis. ;)
Droga powrotna minęła znacznie szybciej i w wesołym towarzystwie. Wygraliśmy 3-0. Autobus i transport pod Koloseum. Wydaje mi się, że nocą robi jeszcze większe wrażenie.
Kolejny dzień rozpocząłem tak jak każdy inny wyjazdowy - od wczesniej pobudki, nie lubię marnować czasu, wiedząc jak bardzo szybko leci, kiedy gdzieś jestem. Scenariusz podobny - transport w okolice Koloseum, a później już spacerowanie. Przyszła kolej na Forum Romanum i Palatyn - kilka godzin wędrówki. Przechadzając się po szlakach, w pewnym momencie dociera do Ciebie jak wielki jest to ogrom historii. Zachwyt miesza się z szacunkiem.
Z Palatynu podążyłem w stronę Fontanny di Trevi. O której porze byście tam nie poszli - zawsze są tłumy. Jeśli już uda Wam się uchwycić idealny kadr - pamiętajcie żeby wrzucić monetę. Zapewni Wam ona powrót do miasta. ;) Ja wrzuciłem i się spełniło!
Fontanna to dobry punkt wypadowy do Schodów Hiszpańskich, na których szczycie znajduje się kościół św. Trójcy. Wiadomo - tłumy. Wiadomo - warto!
Tak zakończyła się moja pierwsza rzymska przygoda. Ale to nie wszystko... Jeszcze tam wróciłem. Ale o tym innym razem.
Dajcie znać jeśli wpis Wam się podobał. :)
Grazie, ciao!
Artur