Jesienne skarby z drzew strącił wiatr,
wirują liście a wśród nich ja
w kasztanowej alejce
podnoszę z wdzięcznością
wspomnienia dziecięcych lat.
I tych co wiosen wiele widziały
w zielonej kuli się pochowały
a już oswojone przeze mnie zostały.
Takich co z uchylonej skorupy się wyłaniają,
złotymi oczami na świat spoglądają
i na uwagę jeszcze czekają.
Zbieram swobodne i lśniące kasztany,
swą gładką powierzchnią
zawsze mnie zachwycały.
Podnoszę te które mnie wybrały.
Obracam w dłoniach złote owoce,
do serca tulę wszystkie dni moje
i to co z nich wyrosło dobre.
Kiedyś gdy któryś z nich wypierałam,
nie pozwalałam być sobą
i nie byłam cała.
Kasztany leżą pod drzewami nie zauważone
już mało kto schyla się po nie.
Dziś wiem że gdy pojawia się na mej drodze
warto go dostrzec, oglądnąć
i posłuchać co powie.
Tak jesień skarby mi ukazała
co w owocach dojrzewały
a może to ja jakąś cząstką ich byłam
dostrzegając je i siebie odkryłam.