Piszę ze swojej perspektywy, ale w tym co piszę nie próbuję nikogo nawracać - a tym bardziej przekonywać. Zaznaczam co jest moją wypracowaną opinią i nie ukrywam że jestem wierzący. Jeśli ktoś się nie chce "nawracać" to po co robić to na siłę? Po co kogokolwiek przekonywać do swych racji? Czy ja coś ugram na przekonaniu kogokolwiek? Jeśli odebrałeś to jako "nawracanie" to nie taki był sens mojej wypowiedzi. Podzieliłem się fragmentami swoich myśli które dla osób siedzących w temacie mogą być jakąś wskazówką dlaczego myślę tak a nie inaczej. Pisząc że nie chcę kogoś komentować - tzn. że nawet nie chcę poświęcać czasu na pisanie o kimś - na kogo uważam że szkoda czasu. Crowleya życie prześledziłem w miarę dokładnie od początku do śmierci, czytałem fragmenty jego książek, wiem jak wielki wpływ miał i jak wyglądało jego życie. Przecież każdy zainteresowany może poszerzyć swoją wiedzę szukając. A drugi - Lavey - widziałem z nim wywiady i wyznawców i mam też swoją opinię. Więc aby nie urażać nikogo - nie komentuję - bo moja wypowiedź byłaby raczej negatywna w stosunku do wyznawanych myśli obu bohaterów. Zaznaczyłem że w historii było jeszcze więcej takich osób - nie znam nikogo kto wchodziłby w materię okultystyczną i wychodził z niej cały i zdrowy na umyśle lub duchu.
RE: Satanizm Laveyański - podstawy