Uszanowanie,
kontynuuję temat z poprzedniego wpisu - wędrówki po warszawskiej, mokotowskiej zieleni.
Przy okazji chciałbym podziękować społeczności oraz
za docenienie.
Niniejsza część skupia się na Jeziorku Czerniakowskim - od lat znanym jako jedna z głównych ostoi natury na Mokotowie. Usytuowane w starorzeczu Wisły, stanowi jej pozostałość, świadczy o tym, gdzie biegł niegdyś nurt królowej polskich rzek. Położone między zabudową jednorodzinną Sadyby i osiedlem Bernardyńska od zachodu, zaś polami pod Elektrociepłownią Siekierki i ogrodami działkowymi od wschodu. Od lat popularne miejsce rekreacji, od roku 1987, wraz z bezpośrednio przylegającymi terenami, stanowi rezerwat przyrody.
Od dłuższego czasu też przeżywa kryzys - postępująca zabudowa i inne czynniki sprawiają, że poziom wody w Jeziorku stale się obniża. Naczelnym świadectwem - trzcinowisko zarastające Jeziorko od północy. Zaś już prawdziwym śmiertelnym ciosem dla wodnego królestwa ma być budowa nowego osiedla w dotychczasowej otulinie rezerwatu.
Alarm podniósł się w czerwcu i lipcu, gdy Rada Miasta Stołecznego Warszawy przegłosowała stosowny projekt.
Głosy z jednej strony wieszczą zagładę Jeziorka. Głosy z drugiej strony studzą nastroje.
Tak czy inaczej, w najbliższym czasie okolicę czeka spora zmiana, a krajobraz niezagospodarowanej otuliny przejdzie do historii. Celem wyprawy na Ostatnie Bastiony było między innymi jej uwiecznienie.
Nie przedłużając - to w głąb otuliny chcieliśmy wkroczyć i dotrzeć do Jeziorka jej zielonymi połaciami - zaczęliśmy więc od skrzyżowania Czerniakowskiej z Trasą Siekierkowską.
Pomni jednak boreliozy i innych możliwych niespodzianek, zachowaliśmy się po burżujsku i zostawiliśmy przyrodę w spokoju - nie dodawajmy jej więcej stresów. Zamiast tego, obraliśmy drogę ulicą Grzesiuka. Liczyliśmy na to, że dojdziemy do Jeziorka brzegiem kanału płynącego za domami.
Zastaliśmy tam Drzewo którego wzrok nic nie przepuści.
Po drugiej stronie kanału zaś kwitnie życie, tu zakwitło pod postacią wcale uchwytnego bażanta.
Ostatecznie jednak ta droga okazała się niemożliwa do przejścia - stąd rejterada i dalsza wędrówka osiedlem, aż wylądowaliśmy między ogrodami działkowymi a otuliną gdzie przeplatały się pasy wysokich traw i trawy skoszonej. Nad wszystkim czuwają wieże klasztoru Bernardynów.
Oprócz bażantów znaleźć tam można sarny, nie upolował ich ani wilk, ani żaden aparat.
Z perspektywy otuliny jest także widoczny Kopiec Powstania Warszawskiego.
Przemierzając tereny na których ma stanąć osiedle, zdecydowaliśmy się obejść ogrody działkowe od północy, trafiliśmy na brukowaną ulicę, która nas zaprowadziła do właściwego rezerwatu. Dostrzegliśmy jezioro sponad trzcinowisk, stojąc na wale otaczającym dwa stawy.
Jak widać, północna część jeziora zarosła dość gęsto. Największymi beneficjentami owego rozrostu są dziki - trzciny dają im schronienie w ciągu dnia. W nocy zaś dziki porzucają trzcinowiska i organizują regularne wypady na pobliskie osiedla.
W oddali nad jeziorem czuwają kominy Elektrociepłowni Siekierki. Zatroskani o poziom wód upatrują w niej ratunku dla zbiornika - woda użytkowana w elektrowni miałaby spływać do Jeziorka. Jak dotąd, nic nie wiadomo o możliwościach i planach wdrożenia tego rozwiązania.
Idąc od północy, nieco zabłądziliśmy i wybraliśmy się ścieżką biegnącą równolegle do właściwej, stanowiącej główny szlak przez rezerwat. Plus był taki że udało się wykrzesać trochę talentu Osoby Towarzyszącej w zakresie fotografowania kwiatów.
Wreszcie dotarliśmy nad wody jeziorka - chwilę potem zaczęło padać, ale w owych upalnych dniach deszcz w najmniejszym stopniu nie przeszkadzał.
Niebawem przeszliśmy most łączący ulice Gołkowską i Statkowskiego, a dzielący Jeziorko na część północną i południową. Tam zastaliśmy więcej życia wszelakiego - poczynając od perkozów, po grupki cieszące się sobotnim, popołudniowo-wieczornym odpoczynkiem. Zarówno przy grillu, jak i na sportowo.
Co chwila trafialiśmy na jedną z tablic przedstawiających fakty związane z jeziorkiem - większość dotyczy poszczególnych gatunków fauny, chociaż są też tablice wzmiankujące o florze, czy faktach związanych z historią jeziorka (na przykład -jak żyli tamtejsi mieszkańcy, utrzymujący się z plecenia koszy wiklinowych).
Dane nam było spotkać warowny posterunek PZW.
Tłumaczyło by to zaaferowanie drewnianego jesiotra obecnego nieopodal.
Mieliśmy również zaszczyt bliskiego spotkania z zieloną gospodynią tych okolic.
W kilku miejscach dokoła jeziora posadzono żywe kopuły wiklinowe. Dobre miejsce żeby usiąść, podobno - naładować energię, skrzyżować nogi i uzupełnić zapas wiedźmińskich mikstur.
Napotkawszy ślimaka, fotografująca go Osoba Towarzysząca nie mogła oprzeć się porównaniu kształtu ślimaka z kształtem przedstawionego na rycinach jeziorka.
Nasza wizyta nad Jeziorkiem dobiegła kresu na brzegu kąpieliska, które zdążyło opustoszeć. Nie przeszkadzało to pojedynczym pływakom podejmować różnorakie wyzwania.
Tuż nad brzegiem wzniesiono także upamiętnienie młodego Zenona Bema, który zginął, ratując tonącego.
Obok upamiętnienia, przekaz wzmacnia także oznaczenie czarnego punktu wodnego.
Poniżej ostatnie na dziś zdjęcie Jeziorka - drewniany słup zaświadcza o zmianach poziomu wody. W oddali kominy elektrociepłowni wznoszą się, wskazując kierunek jedynej możliwej odsieczy. Dalszy los owego miejsca - niepewny, nieznany. Na niniejszym blogu pozwolę sobie wrócić do tej wyprawy, prezentując co ciekawsze zdjęcia w pojedynczych postach. (Gwoli jasności, powtórek nie planuję).
Jezioro opuściliśmy, kierując się w stronę nisko zabudowanej Sadyby. Szereg tablic informuje o wcale ciekawej historii owego powstałego w czasach międzywojennych osiedla.
Nie mogłem oprzeć się także pokusie wykonania zdjęcia, z myślą o pewnej fundacji. Niniejszym dedykuję to zdjęcie, niech przypomina o jej słusznych założeniach i owocnej działalności.
Post zwieńczy rysunek autorstwa Edwarda Dwurnika, widoczny wśród tablic informacyjnych o Sadybie, przy bloku oficerskim na ulicy Morszyńskiej. Temat samej Sadyby z pewnością nie jest jeszcze na tym blogu zamknięty.
Kolejny zaś post pozwolę sobie poświęcić zagadnieniom litewskim - sporządzić kwestionariusz kwestii poruszonych wcześniej, wraz z odpowiedziami.