Pewnie większości z was nie interesują losy mojej ukochanej drużyny, ale Minnesota Timberwolves dokonała dziś czegoś czego nikt się nie spodziewał. W pierwszej rundzie play-off urwała mecz z Houston Rockets, wygrywając z jednym z faworytów do tytułu 121-105 ! Tym samym Wilki doprowadziły stan rywalizacji do wyniki 2-1.
Eksperci w większości typowali porażkę drużyny z Minneapolis w całej serii z wynikiem 4-0. Rakiety były najlepszą drużyną sezonu zasadniczego, a James Harden grał najlepszą koszykówkę w życiu. Dwa pierwsze mecze w Houston tylko potwierdzały typowania ekspertów. Minnesota przegrała oba, choć grała naprawdę dobrze. Pierwszy mecz przegrali tylko trzema punktami i byli bardzo bliscy doprowadzenia do dogrywki. W pierwszej połowie drugiego mecz rywalizacja także była wyrównana. Po przerwie jednak Rockets wrzucili piąty bieg i nie dali szans Timberwolves.
Dziś jednak zdarzyło się coś o czym marzyli kibice drużyny z Minneapolis. Timberwolves wyszli bardzo naładowani. Pasję i energię utrzymywali przez cały mecz. Praktycznie od początku prowadzili mniejszą lub większą ilością punktów. Takiej atmosfery w hali Target Center nie pamiętam. Oglądając mecz momentami przechodziły mnie ciarki. I co najważniejsze nikt z zawodników nie zawiódł: Jimmy Butler 28pkt, 7zb i 5as, Jeff Teague 23pkt, 8as, Karl-Anthony Towns 18pkt, 16zb, 2blk, Andrew Wiggins 20pkt, 5zb, 5as oraz wchodzący z ławki Derrick Rose 17pkt.
Szczególnie cieszy dobra postawa w całej serii meczów z Rockets Andrew Wigginsa, który przecież jest numer 1 draftu z 2014 roku, a do tej pory nie rozwinął się tak jak mu to wróżono oraz kolejny dobry mecz Derricka Rose, który momentami wyglądał tak jakby jego problemy zdrowotne cudownie zniknęły i grał jak za czasów gdy zdobywał nagrodę MVP.
Tak więc my "niszowi" fani mamy dziś święto. Oczywiście trudno w tej serii będzie ugrać coś więcej. Wierzę, że grając z taką determinacją Wilki mogą urwać jeszcze jakiś mecz drużynie z Houston, ale na razie cieszmy się z dzisiejszej wygranej. LET'S GO WOLVES!