Nocny Rajd Rowerowy #145 Pokuta za zjedzony majonez
Wtorek 19.04.2022
prowadzący: Olek
start: 19:19
koniec: 23:50
pokonany dystans: 64,6 km
czas jazdy: 3 godziny 40 minut
uczestników: 5 osób
ślad trasy:
Tradycyjnie na początku rajdu, będąc jeszcze na terenie kampusu Politechniki Krakowskiej przy ul. Warszawskiej 24, sprawdziłem czy czujnik stanu powietrza dopuszcza aktywność fizyczną na świeżym powietrzu. Światło było zielone! Można jechać. Choć mam już naprawdę poważne zastrzeżenia dla tego urządzenia, a po powrocie do Krakowa miałem już stu procentową pewność, że to pieroństwo to zwykłe wywalenie kasy w błoto, bo po prostu nie działa. Nie możliwe jest, że w wioskach odległych o 10 - 15 kilometrów od Krakowa nie da się oddychać z powodu żrącego dymu po spalonym węglu a tu nagle w centrum Krakowa czujnik świeci się na zielono. Przecież to zanieczyszczone powietrze z sąsiednich gmin jest cały czas zawiewane do miasta! Jedno wielkie oszustwo i niegospodarność publicznych pieniędzy z tym czujnikiem. Ale skończmy już o tym.
Na starcie tego Nocnego Rajdu Rowerowego pojawiła się całkiem nowa ekipa. Znaczy twarze Krzysztofa i Kuby są dla mnie znajome, ale w tym roku jeszcze nie pojawili się ani razu. Wyjątkiem był Mariusz którego jeszcze nigdy u nas nie było i mam nadzieję, że po tym rajdzie jeszcze kiedyś się zjawi. Tradycyjnie po drodze do ekipy dołączył jeszcze Karol.
Pierwszy większy postój zrobiliśmy sobie w Wieliczce gdzie po około godzinnej jeździe Kuba musiał się od nas odłączyć. Z perspektywy czasu stwierdzam, że chłop widząc na co się szykujemy przytomnie spierniczył z naszej wycieczki.
Od Wieliczki było już tylko gorzej, no bo podjazd na Chorągwice to nie byle co. Co więcej Karol zaproponował przejazd inna mniej uczęszczaną drogą, która była pełna ciekawych fragmentów i wyjątkowo stromych podjazdów. Na szczycie Chorągwicy na punkcie widokowym przy kościele Świętego Floriana zrobiliśmy sobie kolejny mały postój. Ostatni przed długim zjazdem do Winiar.
W trakcie szaleńczego zjazdu do Winiar mijaliśmy po drodze miejscowość Hucisko gdzie przy domu słynnego na cały świat reżysera teatralnego Tadeusza Kantora znajduje się bardzo nietypowa rzeźba o nazwie krzesło Kantora i jest niczym innym jak gigantycznym krzesłem. Pomnik mierzący 14 metrów wysokości odsłonięto w roku 1995 w piątą rocznice śmierci artysty. Podobne krzesło Kantora, ale trochę mniejsze, znajduje się ponoć we Wrocławiu przy ulicy Rzeźniczej, ale tamtego krzesła jeszcze nigdy nie widziałem.
Od krzesła do Winiar pozostało nam już niewiele drogi i była to droga wyłącznie w dół. W miejscowości Winairy okazało się, że nie ma tam nic ciekawego, no ale przynajmniej cel wycieczki został osiągnięty. Ta wycieczka poza wyjątkowym wyciskiem fizycznym była dla nas również porządna nauka na przyszłość. Po pierwsze nigdy więcej nie jedziemy aż tak daleko i to po terenie górzystym, a drugie ważniejsze nigdy więcej nie zapuszczamy się poza Kraków w okresie grzewczym. Ilość pyłów które musieliśmy wessać do płuc poprzez przejazd przez te wszystkie wioski na pewno zniwelował wszystkie zdrowotne aspekty rajdu rowerowego.
Na kolejnym rajdzie widzimy się już za tydzień. Do zobaczenia 26 kwietnia tradycyjnie o 19:19.