✌️Z trzymiesięcznym opóźnieniem, ale jest! Za oknem mróz, więc dobrze powspominać piękne, słoneczne dni. Zapraszam do krótkiej relacji ze Sandefjord. Mój pierwszy raz w Skandynawii.
Zapewne jedno z pierwszych skojarzeń z Norwegią to fiordy. Szczególnie te w okolicach Stavanger. Przyznaję, znajdują się na mojej liście miejsc do zobaczenia, ale jeszcze trochę będą musiały poczekać. Dlaczego w takim razie Sandefjord, a nie Oslo? Powody były trzy.
Pierwszy z nich to odległość z lotniska Oslo-Torp do samego Oslo.
Drugi to czas przyjazdu na miejsce. Przylot był po godzinie 21 w piątek, a doliczając do tego jeszcze podróż do Oslo nie kalkulowało się to za bardzo. Tym razem wygrała natura i wypoczynek. Czy żałuję? Nie!
Trzeci to oczywiście cena. Lot w obie strony kosztował 70 złotych. To mniej niż autobusem z Warszawy do Wrocławia czy Gdańska.
Samo Sandefjord to niewielkie miasteczko portowe liczące nieco ponad 40 tys. mieszkańców, z którego można wyruszyć promem w dalszą podróż, np do Szwecji. Jest na tyle małe, że na weekendową podróż jest to idealne miejsce na oderwanie od rzeczywistości. Z lotniska kolejką jedzie się 4 minuty - jeden przystanek. W zamian dostajemy mnóstwo zieleni, spokój i piękne widoki. To jedno z najbardziej nasłonecznionych miejsc w Norwegii. To się ceni!
Wycieczka tutaj, to też ciekawe doświadczenie dla osób, które lubują się w Morzu Bałtyckim. Dla mnie osobiście woda wydawała się czystsza niż po naszej stronie i, co ciekawe, pływało mnóstwo meduz. Będąc nad naszym wybrzeżem nigdy się na nie nie natknąłem.
Miasto samo w sobie jest dość surowe. Typowy, skandynawski klimat. Ciekawiej robi się nad wodą. Malowniczy fiord, marina i port, do którego co i rusz zawijają ogromne promy.
Nad morzem mógłbym siedzieć i siedzieć...
Prawdziwe uroki kryją się jednak poza śródmieściem. Szybko okaże się, że Sandefjord to miasto – ogród, w którym drewniane domy wyrastają prosto ze skał. Ogródki toną w kwiatach. Jest cicho, czysto i spokojnie, a ptaków jest więcej niż mieszkańców. To idealne miejsce na odpoczynek.
Gorąco polecam wypożyczyć rower i pojeździć po okolicznych wsiach. Prawdziwa natura! Sporo jest ścieżek rowerowych. Czyste powietrze w połączeniu z malowniczymi krajobrazami daje miłe połączenie. Szczególnie polecam wyprawę prawym wybrzeżem, w okolicach Framnes!
O tym, że Sandefjord było miaste wielorybników przypomina pomnik Hvalfangstmonumentet. Łódź na wzburzonym morzu podczas polowania.
W pobliżu znajduje się wzgórze Prestasen, do którego prowadzą długie schody. Nie opierajcie się im! Wejdźcie na górę i podziwiajcie widoki. :)
Na budynkach znajdziecie piękne murale!
Kościół Sandar to najstarszy kościół w Sandefjord. Zbudowany na ruinach średniowiecznego kościoła z XIII wieku. W pobliżu znajduje się cmentarz.
Drugim kościołem jest Sandefjord kirkelige fellesrad. Wraz z okolicznym parkiem. Jest pięknie!
Jeśli planujecie napić się jakiegoś alkoholu - zróbcie to do godziny 18. Po 18 sprzedaż jest zakazana. Inną sprawą jest fakt, że ciężko w zwykłym sklepie o coś mocniejszego niż piwo.
W mieście nie znajdziecie wielu atrakcji. Dlatego jest to miejsce idealne na 1-2 dniową wycieczkę. Kusi małomiasteczkowym klimatem, przyrodą i tym co lubię najbardziej - morzem.
Polecam!