Nasze podróże zawsze wiążą się z tym, że nigdzie nie spędzamy więcej niż trzy noce, a i to najczęściej nie oznacza, że przez trzy dni siedzimy na tyłkach. Zapraszam do mojej foto-relacji z kolejnych dni pobytu na Węgrzech. Tym razem postanowiłam bardziej wzbogacić wpis o treść - powrót do domu mi to umożliwił. 😅
Dzień 3
Żegnamy Tokaj, kupujemy najważniejszą pamiątkę:
I ruszamy dalej w ten piękny kraj. Tokaj nastawił nas pozytywnie i chyba już tak zostanie do końca podróży?
Termy jaskiniowe, czyli Miskolc Tapolca Barlangfurdo.
Po drodze do następnego miejsca noclegu zahaczyliśmy o jedno z większych miast Węgier - Miskolc, a raczej o termy znajdujące się w wapiennych jaskiniach. Piękne miejsce, choć dość małe. W jaskiniach znajdują się dwie niecki z wodą o temp. 32-35 stopni i druga chłodniejsza - 29-31 stopni. Można tam popływać korytarzami pomiędzy fantazyjnymi formacjami, utworzonymi przez lata przez wodę bogatą w wapń i inne związki mineralne. Polecam, jeżeli będziecie przejazdem, ale nie koniecznie jeśli wybieracie się tam tylko dla tej atrakcji. Na zewnątrz znajdują się tez inne baseny, ale niestety już lata swojej świetności mają za sobą. Nie jesteśmy ludźmi, którzy godzinami wylegują się na leżakach w słońcu, więc to że jest taka możliwość nas specjalnie nie zainteresowało.
Po dwugodzinnej kąpieli ruszyliśmy na Eger.
Eger - zwiedzanie zamku
Gdy tylko zakwaterowaliśmy się w apartamencie (znaleziony na węgierskiej stronie z noclegami: www.szallas.hu, czyli odpowiedniku naszego nocowanie.pl, polecam szukać tam, ceny często lepsze niż na booking.com) wyruszyliśmy zwiedzać egerski zamek. Kto czytał moje starsze wpisy, ten wie, że zwiedzanie obiektów historycznych jest jedną z naszych ulubionych rozrywek. A na Węgrzech tych zamków zrobiliśmy sporo.
Z fortecą górującą nad Egerem wiąże się ciekawa legenda, poniżej mały skrót:
Twierdza ta jako jedyna obroniła się przed oblężeniem tureckim w 1552 r i przerwała pasmo zwycięstw imperium. Przez 40 dni, 80-tysięczna armia osmańska szturmowała Egri vár, w którym broniła się zaledwie dwutysięczna załoga! W obronie twierdzy brały udział również kobiety. Klęska Turków była tak dotkliwa, że tłumaczyli sobie iż miała ona miejsce, dlatego ponieważ obrońcy pili byczą krew, a ta dała im magiczne moce. Byczą krwią nazwali wino, które w tamtych czasach pili wszyscy, a w ramach upamiętnienia tamtego zwycięstwa do dziś ten rubinowy, wytrawny trunek z egerskich winogron nosi nazwę egri bikavér - egerska bycza krew.
Cały kompleks jest ogromny i na zwiedzanie należy poświecić minimum godzinę, w informacji dostępny jest odpłatnie polski przewodnik audio. Warto zapłacić, szczególnie, ze samo wejście na teren zamku jest darmowe. Biletowany jest tylko wstęp do muzealnych wystaw.
Eger - spacer po mieście
Z innych egerskich zabytków i miejsc wartych odwiedzenia, polecam wam główny plac, z którego mamy doskonały widok na zamek:
Plac Dobó tér otoczony jest malowniczymi, barokowymi budynkami, nazwany został na cześć zwycięskiego komendanta twierdzy Istavána Dobó. Zobaczymy tu pomnik upamiętniający komendanta, obok uwiecznieni zostali również wierny wojownik i kobieta, ciskająca kamień w stronę wroga. Do głównego placu przylega także wara zobaczenia bryła kościoła Minorytów oraz ratusz z końca XIX wieku.
Idąc dalej można dostrzec wybijającą się ponad dachy wieżę. Jest to dawny minaret. Czterdziestometrowa budowla z XVII wieku jest najdalej wysuniętym w kierunku północnym śladem tureckich podbojów. W Egerze po latach panowania Turków zostało 10 minaretów, wszystkie zburzono, tylko ten jeden nie chciał się zburzyć. Egerczycy zadowolili się więc uwiecznieniem wieży krzyżem, w takiej formie możemy oglądać go po dziś dzień.
Inne zabytki już tylko w formie fotograficznej:
Katedra była w remoncie, dlatego jedynie zdjęcia wnętrza.
Dzień 4
Dolina Szalajki
Wycieczka w „góry” musi się pojawić, bo jakże inaczej. Tym razem padło na Góry Bukowe, które choć nie powalają wysokością, to są całkiem malownicze.
Z rana wyruszyliśmy do oddalonej od Egeru o ok. 30 km, co przekłada się na jakieś 45 min, doliny Szilvásvárad. Najpiękniejsza dolina na Węgrzech? Nooo, troszkę to przereklamowane, ale przyjechać warto. Do doliny można dostać się kolejką, rowerem lub pieszo. Trasa głównie asfaltowa i bez przewyższeń (ok. 5 km).
My zdecydowaliśmy się wjechać do doliny kolejką, tak też robi większość turystów. Warto być minimum 15 min przed odjazdem, bo ludzi spotkaliśmy tam masę.
Od kolejki do głównej atrakcji - obszernej jaskini krasowej, trasa wiedzie już stromo w górę. Tu przydają się dobre buty, ludzie podjeżdżających w klapkach kolejką raczej jej nie zobaczą. Intensywna wspinaczka i jesteśmy:
Powrót do samochodu zrobiliśmy pieszo. Po drodze widzieliśmy źródło Szalajki:
Podziwialiśmy uroki samej doliny:
Sprawdziliśmy czy wodospad Welon zasługuje na to miano:
I oczywiście podziwialiśmy inne urokliwe zakątki trasy. Z kolejki tego nie zobaczycie :)
Po powrocie do Egeru chwilę regenerowaliśmy siły, zjedliśmy obiad i ruszyliśmy do innej doliny...
Dolina Pięknej Pani - Eger
To miejsce owiane jest legendą: podobno ktoś, kiedyś wyszedł z tej dzielnicy w stu procentach trzeźwy 🍷. Ale o co chodzi? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi... o wino!
Dolina Pięknej Pani to dzielnica oddalona od centrum o ok. 20 min spaceru. Znajdują się tam, w zboczu góry tufowej, liczne piwniczki wydrążone w skale oferujące lokalne wina, każda piwniczka to inny winiarz. Przetestowaliśmy ich tam kilka i najbardziej spodobała się prezentowana poniżej, gdzie od wejścia czuć piwniczny chłód, a i wystrój sprzyjał kontemplacji historii tego miejsca.
Alejka z piwnicami:
Warto zaznaczyć, że w piwnicach nic nie zjecie, ciężko o jakiekolwiek przekąski w stylu wędlin czy serów, a co dopiero o posiłek. Tam tylko degustujemy lub kupujemy wino. Oprócz byczej krwi najpopularniejsze gatunki tamtejszego wina to: egri leányka, kékefrankos, merlot czy kadarka.
Jeszcze słowo o samej nazwie „Dolina Pięknej Pani”, czyli Szépasszonyvölgy: otóż nie ma jednoznacznego wytłumaczenia, ale krąży opowieść o pięknej dziewczynie, która sprzedawała w tym miejscu egerskie wina.
Wracając zrobiliśmy obowiązkowe zakupy dla znajomych, bo na następny dzień, z rana ruszamy znowu w trasę. I tak zakończył się nasz czwarty dzień pobytu, atrakcji co nie miara, a gdzie tam koniec!
Co myślicie o takiej formie wypoczynku? Też nie potraficie usiedzieć w miejscu, czy raczej wybieracie wczasy „All” i słodkie leniuchowanie?
zdjęcia wykonane iPhone 11 Pro, oraz IPhone X