This time more text than beautiful photos...
Babia Góra, also known as Diablak, is the highest peak of the Beskid Żywiecki with a height of 1725 m. What distinguishes Babia is its outstandingness (1075 m). There is such a mound, and nothing next to it for a long time. All landscape photography enthusiasts (and not only them) know about the beautiful sunrises that can be admired at the top.
And this is how the story begins, where 2 colleagues in Warsaw, 5 hours away by car, decided to admire the sunrise on Sunday morning.
Climbing to the top takes about 2 hours of walking. We decided to leave after 9 pm to have enough time to spare.
We were there after 2 am. The moment takes a nap and we go to the top.
Initially, the ascent is calm and the air is slightly frosty. As the altitude increases, visibility begins to diminish and the wind begins to penetrate more and more under the clothes.
At this point it is worth mentioning that Babia is known for one more thing ... it is about gusty winds.
We check the thermometer, which shows - 12 degrees. The visibility in the light of the headlamp is about 5 meters. Well, we didn't travel the 350 km to turn back now.
At the top, we meet other hikers. We all hope that soon the clouds will part and we will see a beautiful sunrise.
Unfortunately...
It strikes 6:14 and there's still a big NOTHING on the horizon. The wind has already cooled us down, so a quick photo at the top and we decide to go down to the shelter to wait out the situation.
After more than 2 hours in the shelter, which allowed us to warm up, we go back to the top. At the bottom, we managed to catch the range and unfortunately the current weather forecast did not make us too positive. The weather in Babia is changeable what this trip only confirmed.
The road to the top passes us quickly but monotonously. In short: milk everywhere, and crowds above.
We decided to go straight to our starting point. It can be said that now begins the most difficult section of the entire route. The chilled wind blows right in our face. I am starting to feel a slight burning sensation on my cheeks which only makes my pace faster. We start to cover ourselves with frost.
Behind the tree line, i.e. at approx. 1500 m, the wind begins to calm down. There is no need to hurry so much, so we calmly go down to the car.
To sum up:
- 11 hours in total by car
-15 km and 5 hours on foot - 0, zero in words, zero beautiful views
I treat this trip as a training for more difficult expeditions. I have never been blown away like this before :)
All photos by only Samsung S10e
Babia Góra nazywana Diablakiem to najwyższy szczyt Beskidu żywieckiego o wysokości wynoszącej 1725 m. To co wyróżnia Babią to jej wybitność (1075 m). Stoi sobie taki kopiec, a obok długo długo nic. Wszyscy pasjonaci fotografii krajobrazowej (i nie tylko oni) wiedzą o pięknych wschodach słońca, które można podziwiać na szczycie.
I tak zaczyna się ta historia gdzie 2 kolegów w oddalonej o 5 godzin drogi samochodem Warszawie postanowiło podziwiać taki wschód podczas niedzielnego poranka.
Wejście na szczyt to ok. 2 godziny marszu. Postanowiliśmy wyjechać po 21 żeby zdążyć z zapasem.
Na miejscu byliśmy po 2 w nocy. Chwila drzemki i ruszamy na szczyt.
Początkowo podejście jest spokojne, a powietrze lekko mroźne. Wraz ze wzrostem wysokości widoczność zaczyna się zmniejszać, a wiatr zaczyna wdzierać się coraz mocniej pod ubranie.
W tym miejscu warto wspomnieć, że Babia znana jest jeszcze z jednej rzeczy… chodzi o porywiste wiatry.
Sprawdzamy termometr, który pokazuje - 12 stopni. Widoczność w świetle czołówki wynosi około 5 metrów. Cóż, nie po to przejechaliśmy te 350 km, żeby teraz zawrócić.
Na górze spotykamy innych wędrowców. Wszyscy mamy nadzieję, że wkrótce chmury się rozejdą i zobaczymy piękny wschód słońca.
Niestety...
Wybija 6:14, a na horyzoncie nadal wielkie NIC. Wiatr zdążył nas już wyziębić, więc szybka fotka na szczycie i postanawiamy zejść do schroniska przeczekać sytuację.
Po ponad 2 godzinach spędzonych w schronisku, które pozwoliły nam się ogrzać, podchodzimy z powrotem na szczyt. Na dole udało nam się złapać zasięg i niestety aktualna prognoza pogody nie nastroiła nas zbyt pozytywnie. Pogoda na Babiej jest zmienna co ten wyjazd tylko potwierdził.
Droga na szczyt mija nam szybko ale monotonnie. W skrócie: wszędzie mleko, a na górze tłumy.
Zdecydowaliśmy, że od razu schodzimy do naszego punktu startowego. Można powiedzieć, że teraz zaczyna się najtrudniejszy odcinek całej trasy. Zmrożony wiatr wieje nam prosto w twarz. Zaczynam czuć lekkie pieczenie na policzkach co tylko powoduje, że przyspieszam kroku. Zaczynamy cali pokrywać się szronem.
Za linią drzew, czyli na ok. 1500 m wiatr zaczyna się uspokajać. Już nie ma potrzeby aż tak się śpieszyć, więc spokojnym krokiem schodzimy do auta.
Dla podsumowania:
-łącznie 11 h samochodem
-15 km i 5h marszem
- 0 słownie zero pięknych widoków
Traktuję ten wyjazd jako trening przed trudniejszymy wyprawami. Jeszcze chyba nigdy mnie aż tak nie wywiało :)