Są takie produkty, wokół których utarło się, że są ok, neutralne, zdrowe lub nawet zdrowsze niż ich odpowiedniki i się je po prostu jada. Bez głębszej refleksji, przemyślenia. Niestety wiele z nich pod względem składu i wpływu na organizm nie różni się wcale od tych, których świadomie unikamy bo są niezdrowe. Zerknijcie na tę listę i sprawdźcie czy też macie trochę złe przeświadczenie o dobroczynnym wpływie na zdrowie niektórych z nich.
Ważne: żaden z wymienionych produktów nie jest jednoznacznie zły lub dobry. W naukach o zdrowiu i żywieniu ciężko jest o jakiekolwiek generalizacje, bo coś co szkodzi jednemu może być świetnym pokarmem dla drugiego. TO ZALEŻY, to hasło przewodnie i odpowiedź na większość pytań. Oceniając jednak poniższe produkty wzięłam pod uwagę przeciętnego Kowalskiego i Kowalską, takich, którzy są obecnie zdrowi, ale odżywianie powinno stanowić u nich profilaktykę najczęściej występujących chorób i dbać o to, by nie wystąpiły najpowszechniejsze wśród naszych rodaków niedobory. O niedoborach wynikających ze stosowania typowej dla nas Polaków diety pisałam już tutaj.
Zaczynamy!
1. Chleb bezglutenowy
Bezglutenowy wcale nie równa się zdrowy! Wiecie o tym, prawda? Gluten zasługuje na dłuższy artykuł i dokładne wyjaśnienie kto, gdzie jak i kiedy powinien go unikać, ale zapewniam Was, że jeśli jesteście zdrowi, nie wyrządzi on Wam szkody. Gotowe, szczególnie pakowane chleby bezglutenowe nie mają jak sama nazwa wskazuje glutenu, ale często za to całą tablicę Mendelejewa w składzie. Do tego zazwyczaj to pieczywo oczyszczone, białe, z małą zawartością błonnika i dużą ilością prostych cukrów. Jeśli macie do wyboru zwykły biały chleb pszenny o prostym składzie i chleb bezglutenowy w opakowaniu (taki typowy z marketu) to wybierzcie biały! Nie oznacza to oczywiście, że każdy chleb bezglutenowy jest niezdrowy, w żadnym wypadku! Może zdarzyć się taki świetny, o wspaniałym składzie, dostarczający wielu składników odżywczych. Albo taki upieczony w domu. Ogólny wniosek: nie kierujmy się glutenowością lub bezglutenowością wyrobów, za to zawsze warto czytać skład, tutaj przeczytasz jak robić to prawidłowo.
2. Ryż biały
Biały ryż to żaden superfood. Co prawda u sportowców, osób o dużym zapotrzebowaniu kalorycznym, sprawdzi się dobrze, ale jako typowi Kowalski i Kowalska, sięgajcie raczej po pełnoziarnisty, brązowy. Zawiera więcej błonnika, wolniej się wchłania, ma więcej mikroelementów. Może to żadne odkrycie, ale często spotykam pacjentów, którzy samodzielnie próbując o siebie zadbać rezygnują z pieczywa, ale w zamian włączają duże ilości białego ryżu do jadłospisu. Nie tędy droga :)
3. Musli "tropikalne"
Składnik wielu musli i mieszanek bakaliowych to kandyzowane, suszone owoce. Tylko że taki kandyzowany ananas lub papaja niewiele ma wspólnego z prawdziwym owocem. Są to pokrojone, zasypane cukrem i wysuszone kawałki. Uogólniając, to lepiej ich nie zjeść niż zjeść. Oczywiście, jeśli traktujemy takie kandyzowane owoce jako słodycz, bardzo je lubicie i zaspakajają Wasze "słodkie" potrzeby, to śmiało - wszystko jest dla ludzi, dawka czyni truciznę. Gorzej jest jeśli te musli z kandyzowanymi owocami stanowi u nas np.. jedyny "zdrowy" posiłek w ciągu dnia. Zamiast musli o smaku "tropikalnym" wybierz takie z orzechami, albo dodaj owoców we własnym zakresie.
4. Wafle ryżowe
Trochę się tego ryżu uczepiłam, ale co ja poradzę na to, że dieta "z siłowni" wykreowała go na zdrowy produkt? Kojarzycie te pięknie wygiętej sylwetki szczupłych kobiet umieszczane na "fit" produktach? Takie znajdziecie też na waflach ryżowych. Co prawda nie ma w nich czegoś dramatycznie niezdrowego, ale to dość mocno przetworzony produkt, o wysokim indeksie glikemicznym, nie dostarczający wcale tak wielu witamin i minerałów. O ile sprawdzą się one jako przekąska do chwycenia w sklepie w biegu, kiedy nie ma za dużego wyboru zdrowych produktów lub warunków do ich przygotowania, to na pewno nie powinny one stanowić zamiennika pieczywa, bo po prostu nie są od niego zdrowsze. Sama czasami po nie sięgam i zdarza mi się umieścić je w jadłospisach pacjentów, ale to żaden cudowny produkt, miejcie tego świadomość.
5. Kostka rosołowa
Na koniec trochę śmiesznie, a trochę strasznie :D Ja wcale nie chciałam tu kostki rosołowej umieszczać! Dla mnie to logiczne, że nie jest to nic zdrowego i nigdy nawet bym inaczej nie pomyślała. Ale jedna z osób, które zapytałam o zdanie przy tworzeniu tej serii postów zadając pytanie "Czy są jakieś produkty o których kiedyś sądziliście, że są zdrowe, ale teraz wiecie, że nie?" odpowiedziała mi tak: "Kostka rosołowa. Kiedyś myślałem, że to takie skondensowane dobro rosołku. Że są tam wszystkie witaminy z warzywa i kury."
Chętnie pozostawiłabym tą wypowiedź bez komentarza, ale każda okazja jest dobra, żeby wyrazić swoją niechęć do wszelkiego rodzaju wzmacniaczy smaku! Co prawda glutaminian sodu nie ma potwierdzonego jednoznacznie badaniami szkodliwego wpływu na zdrowie, ale ja mu zdecydowanie nie ufam. Jako mój pacjent, współlokator, a nawet znajomy, musisz liczyć się z tym, że jak widzę wegetę lub inny podobny ulepszacz, to wywalam go do śmieci lub "ryję gara" tak długo aż ta osoba sama tego nie zrobi ;)
Poza tym taka kostka to utwardzony tłuszcz (ten najgorszy!) i bardzo dużo soli. Stosowanie takich wzmacniaczy odzwyczaja nas też od naturalnego aromatu warzyw i potem najprościej mówiąc, nic naturalnie doprawionego nam nie smakuje.
Na pewno będzie następna część tego zestawienia, bo takich zdrowych-niezdrowych produktów zebrało mi się naprawdę sporo! (a jeszcze więcej rzeczy mnie zaskoczyło zadając tytułowe pytanie innym, pozyskałam kilkanaście nowych tematów - mitów do obalenia w kolejnych artykułach)