Niedziela wieczór, zachodzące lipcowe słońce na polskim blokowisku.
Ulice praktycznie puste, gdzieś w oddali na chodniku mamrocze sylwetka jednej osoby.
Wychodzę z odrapanego wieżowca kierując się na przystanek by udać się do domu.
Kątem oka zauważam między blokami nadjeżdżający autobus, zaczynam biec w stronę przystanku.
Zapierdzielam jak trzeba, myślę zdążę spokojnie. A tu jeb, ledwie widoczna z przodu sylwetka okazuje starszą kobietą i się zaczyna. Zauważywszy, że biegnę w jej stronę zaczyna krzyczeć.
"Ratunku !! AAA aa !!! AA Pomocy.......
Mówię spokojnie, a raczej staram się ją przekrzyczeć biegnąc ...
- Spokojnie !!! Ja na autobus
Oczywiście nic nie dociera. Mijam babeczkę, przebiegam jakieś 50m i znikam zwinnym susem w autobusie.
Babeczka pewnie dalej myśli ... że to była próba ataku :)
Opieram się o szybę i wracam do domu. - Bileciki do kontroli.
PS. A taki *uj . Akurat u mnie są darmowe autobusy :) pozdro