Czas płynie przez palce - dosyć szybko. Dni nie są identyczne mino pewnych podobieństw - dziś wreszcie solidnie odespałem początek tygodnia.
Od dwóch dni też mamy wreszcie w Krakowie słoneczną pogodę - co zawsze cieszy, szczególnie w lutym.
ćwierć(?) dnia to porządki, chwila to spacer - suma zjedzonych pączków w tłusty czwartek - 3, suma kupionych jeden, przypuszczalnie jutro trafi się ich trochę z przecen - ale kto wie.
Wysłałem paczkę InPostem na Podkarpacie (Zarzecze? jeśli dobrze pamiętam) - jedną z większych rewolucji było dla mnie zrezygnowanie z drukowania etykiet - nie mamy w domu drukarki - co spowalniało proces czasem o prawie dzień nawet - i pisanie 9 cyfrowego kodu nadaniem na pudełku, z początku miałem sporo wątpliwości ale to banalnie łatwe i wygodne.
Ograniczanie zbieractwa idzie mozolnie - 4 razy łatwiej coś przynieść niż się pozbyć, ale znalazłem pewien lifehack, który ostatnio stosuję by powiększyć przestrzeń magazynową.
Próbuję się zmusić do wyjścia na chwilę na herbatę do "Kontaktu", większość moich poważnych zmartwień z ostatnich 48 godzin - okazało się bezpodstawnych lub bardzo wyolbrzymionych, oraz podlanych paskudnym paliwem niewyspania.
Oby tak częściej...
ENGLISH
Time is passing through my fingers - quite fast. The days are not identical mino some similarities - today I finally slept soundly the beginning of the week.
Also, for two days we finally have sunny weather in Krakow - which is always nice, especially in February.
A quarter(?) of the day is housekeeping, a moment is a walk - the total of doughnuts eaten on Fat Thursday - 3, the total bought one, presumably tomorrow will hit some of them from discounts - but who knows.
I sent a package by InPost to Podkarpacie (Zarzecze? if I remember correctly) - one of the biggest revolutions for me was to give up printing labels - we don't have a printer at home - which slowed down the process sometimes by almost a day even - and to write a 9-digit sending code on the box, at first I had a lot of doubts but it's trivially easy and convenient.
Reducing hoarding goes laboriously - it's 4 times easier to bring something than to get rid of it, but I've found a lifehack that I've been using lately to increase storage space.
I'm trying to force myself to go out to "Contact" for tea for a while, most of my serious worries of the last 48 hours - turned out to be unfounded or highly exaggerated, and watered down with the nasty fuel of sleeplessness.
May this happen more often...
Translated with www.DeepL.com/Translator (free version)