Festiwal miał odbyć się w Tbilisi w ubiegłą sobotę. Miejsce jego organizacji zostało jednak zaatakowane przez tłum, liczący według źródeł około 2000 ludzi, którzy wcześniej brali udział w demonstracji anty-LGBT. Doszło do aktów wandalizmu i starć z policją. Wśród uczestników demonstracji byli obecni m.in. prawosławni duchowni.
Uczestnicy festiwalu zostali ewakuowani. Organizatorzy oskarżyli równocześnie policję o brak odpowiedniego zabezpieczenia imprezy, a nawet o celowe dopuszczenie do przemocy.
Mariam Kvaratskhelia, aktywistka i organizatorka tegorocznego festiwalu stwierdziła, że protest został zorganizowany głównie przez skrajnie prawicowe grupy, popierane przez Rosję, a także - potajemnie - przez gruziński rząd. Jej zdaniem, sobotnie wydarzenia to sabotaż gruzińskiej kandydatury do Unii Europejskiej.
Gruzińskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało oświadczenie w którym stwierdzono, że policja zrobiła wszystko, aby zapewnić uczestnikom festiwalu bezpieczeństwo. Ze względu jednak na otwarty, rozległy teren na którym miała odbyć się impreza, okazało się to niemożliwe.