Gdy człowiek planuje sobie jakieś wydarzenie od długiego czasu, a potem to wszystko się wali, to tak jakby dostać niesamowicie bolesnego kopniaka w cztery litery. Tak właśnie czuję się ja.
Już na kilka miesięcy wstecz planowałam udział w tegorocznych Warszawskich Targach Książki. Zaplanowałam urlop, zabookowałam pociąg, nocleg też był załatwiony.
Dzień przed wyjazdem rozłożyła mnie choroba do tego stopnia, że nie byłam w stanie ustać na nogach. Tym samym wszystkie plany się posypały. Jestem książkowym maniakiem, uwielbiam książki szczególnie w wersji papierowej, z resztą, nie bez powodu je kolekcjonuję. Dużo czytam i jeszcze większą radość mi to sprawia. Nic więc dziwnego, że było mi po prostu przykro. Jeszcze się leczę, ale mam nadzieję, że uda mi się pojechać chociaż na jeden dzień. Chociaż tyle.
Dziś od rana robię sobie maraton Harrego Pottera i czytam cholernie dobrą książkę. Max Czornyj do tej pory nie gościł na moich półkach, ale po tej książce wiem, że to się zmieni.