Jeśli chodzi o szwajcarski transport publiczny to określam krótko – rewelacja, mistrzostwo świata.
Jechałem pociągiem InterRegio, odpowiednik polskiego pośpiesznego, i doznałem szoku: bardzo cicho (w czasie jazdy słychać latająca muchę, dosłownie, o ile ona się tam znajdzie, bo okien nie da się otworzyć – w każdym wagonie jest klimatyzacja), bardzo czysto, siedzenia pojedyńcze, takie jak fotel. Cały wagon to jeden przedział, a drzwi do niego otwierają się automatycznie z chwilą, gdy się do nich zbliżymy. Drzwi zewnętrzne wagonu zamykają się automatycznie na moment przed ruszeniem pociągu. Do tego dochodzi punktualność i połączenia, po prostu znakomite, dojedziesz wszędzie czekając maksymalnie 20-30 min, ale z reguły jest to ok. 5 minut. Acha, cena na podmiejskie, pośpieszne i IC jest taka sama na tej samej trasie. Do tego ten sam bilet jest na pociąg, autobus, trolejbus, statek (jeśli to przez jezioro), byle jechać bezpośrednio do celu. Po prostu nie posiada on informacji o odległości ani rodzaju pociągu.
Bilety kolejowe na S-Bahn są 2 lub 9 godzinne, pozostałe całodzienne, z ważnością dłuższą niż 1 dzień. Kupuje się je na 2 sposoby: albo w kasie (trzeba znać choćby parę słów po niemiecku albo pokazać na kartce, ona jest już przyzwyczajona do kartek z nazwami miasta lub przekręcanie tej nazwy, a i tak się o coś nas zapyta), albo w automacie na peronie. Są dwa rodzaje automatów: stare i nowe. Wystarczy minuta, trochę logicznego myślenia (trzeba znać nazwę miejscowości docelowej lub jego kod pocztowy), mieć trochę odwagi, by spróbować i można łatwo opanować ich obsługę. A potem sama radość, że w ciągu 15 sekund kupujesz bilet, bez kolejki, płacąc gotówką lub kartą. Zresztą wszędzie, gdziekolwiek, za cokolwiek można płacić kartą, z wyjątkiem WC, bo te w 99% są za darmo (choć widziałem płatną na dworcu w Zurichu). Kolejowe WC bardziej przypominają te w naszych 3-gwiazdkowych hotelach niż na głównych dworcach w Polsce.
Dworzec kolejowy w Zurichu wygląda jak krzyżówka dworca we Wrocławiu (stara z zewnątrz budowla) i w Warszawie Centralnej (podziemne przejścia ze sklepami), z tym wyjątkiem, że jest tam czysto, nie śmierdzi i nie ma bezdomnych (tych ostatnich ścigają niemiłosiernie).
Obsługa kolei jest bardzo miła, przyjazna i mówi po niemiecku, angielsku, francusku i czasami włosku. Masz do nich pytanie? Żaden problem, po prostu full service w informowaniu. Dziś widziałem na peronie w małym miasteczku, kobietę, pracownika kolei, która ubrana w kamizelkę odblaskową z napisem INFORMATION, stała na peronie przed przyjazdem pociągu, by ewentualnie skorzystać z jej usług.
Zdjęcie uzupełniające post pobrałem z pexels.com, na zasadzie darmowego udostępniania.