Parę dni temu wrócił obowiązek noszenia maseczek we wszystkich miejscach publicznych, a ja ponownie częściowo się jemu sprzeciwiam. Nie dlatego, że neguję istnienie wirusa Covid-19, a dlatego że to przepis niepoparty sensownym prawem. O ile wcześniej cyniczne pobudki władzy były dla mnie zrozumiałe (bo na miejscu PiSu każdy rząd by się w ten sposób zachował, mając wybory za pasem - również Konfederacja, która sprzeciwia się noszeniu maseczek, co pokazuje w Sejmie), o tyle nie rozumiem ich działania w obecnym czasie.
Zacznę od przepisów. Mamy ustawę o stanie wyjątkowym, napisaną lata temu w czasach spokoju, więc wystarczyłoby ją wprowadzić. Wszytko byłoby wówczas jasne - zakres swobód, praw i nakazów. W obecnym stanie, który jest regulowany przez różne przepisy, nie mamy jasnych wytycznych, co można, a czego nie można. Ba, sądy podważają niemal wszystkie mandaty, bodajże tylko poza tymi, które zostały wystawione w sytuacji, gdy nie mieliśmy maseczki w miejscach, jak sklepy. Mimo że minęło już sporo czasu od rozpoczęcia epidemii, to nasze prawo nadal jest napisane na kolanie i nie zawiera twardych przepisów, przez co jego przestrzeganie jest wybiórcze i nie dotyczy w równym stopniu wszystkich. Mógłbym to jeszcze zrozumieć, gdyby sama władza podchodziła do tego na poważnie, tak samo jak media, ale i one są pod tym względem wybiórcze. Już nawet nie chodzi mi o te zdjęcia z zamkniętych spotkań, czy wizyt Morawieckiego lub innych urzędników rządowych, ale o wiece poparcia dla poszczególnych kandydatów, koncerty finansowane przez nich, na których nie przestrzega się tych zasad itd. Jedni mogą ignorować zakaz, drudzy za to zostaną ukarani. W takim układzie po cholerę jest nam państwo i prawo?
Mimo, że sam mieszkam na prowincji, bo w około 10-tysięcznym miasteczku, gdzie praktycznie nie ma chorych na koronawirusa, ludzie pracują we względnie bezpiecznych miejscach pracy, nie ma dużej rotacji ludzi, to naprawdę nie obraziłbym się o obowiązek noszenia maseczki na twarzy. Jak już mówiłem na początku, nie neguję istnienia i szkodliwości wirusa - o ile można było mieć takie zdanie na początku epidemii, tak już od wielu miesięcy negowanie tego to szuryzm. "Znam" przez sieć dwie osoby, które zachorowały na ten wirus i wiem, że to może dotknąć każdego, nawet osobę, która nie przebywa chociażby w tzw. żółtej strefie. Gdybym mieszkał w czerwonej strefie, miejscu które jest hubem komunikacyjnym, czy nawet w większym mieście (jak Legnica, Warszawa, Wrocław, Kraków, Trójmiasto), to rzecz jasna bym ją nosił, bo tam jest o wiele większe zagrożenie zachorowania i zwyczajnie bałbym się.
W moim miasteczku po prostu wystarczy, że będę dbał o higienę, zachowam odpowiedni dystans między ludźmi i będę unikał zbiorowisk ludzkich. Skoro tego pierwszego Polacy w końcu się nauczyli (pozwalam sobie na tę złośliwość, biorąc pod uwagę, jak wiele środków czystości zostało sprzątniętych z półek sklepowych kilka miesięcy temu - czyżby wcześniej wielu naszych obywateli się nie myło?), to to drugie i trzecie regulowałaby ustawa o stanie wyjątkowym. Współczuję ludziom z branży muzycznej, pracownikom kin i reszcie, ale no... takie ryzyko zawodowe. Brzmię cynicznie, chłodno, może dla niektórych głupkowato, no ale jak to inaczej nazwać? Wybierając jakiś zawód trzeba sobie zdawać sprawę z jego szans i zagrożeń. Patrz CDPR, którzy w tej chwili uprawiają ostry crunch, by zakończyć prace nad grą "Cyberpunk2077". Blogerzy, ludzie związani z pop-kulturą, pisarze, recenzenci, redaktorzy etc. z kolei muszą być bardzo dobrzy w swojej branży, mieć liczne kontakty, być maksymalnie kreatywni, a najlepiej traktować to jako pracę dodatkową. No chyba, że są bardzo dobrzy, ale do tego trzeba mieć szczęście i umieć to robić.
Reasumując - jestem zwolennikiem prawa i co do zasady staram się go przestrzegać najlepiej, jak potrafię. Jestem przeciwnikiem nierównego traktowania, głupiego podejścia mediów i nadmiernego cynizmu władzy (nadmiernego, bo władza z zasady bywa cyniczna). Jestem również przeciwnikiem szurów i guślarzy, bo przez nich czasem cierpią lub umierają nieszczęśni lub głupi ludzie, którzy im zawierzyli. Dlatego też jestem tym większym zwolennikiem tego, by władza w końcu wprowadziła stan wyjątkowy, by wszystko było jasne, a nie pisane patykiem po wodzie.
https://www.lexlege.pl/ustawa-o-stanie-wyjatkowym/rozdzial-1-przepisy-ogolne/4284/