No, w 7 odcinku w końcu fabuła trochę ruszyła do przodu. Nie żebym narzekał na te same lokacje, czy komentowanie spraw społecznych, religii i duchowości, ale po co się ograniczać? To w końcu serial z gatunku sci-fi, który dzieje się poza Ziemią, więc mamy gigantyczną swobodę i niemal nieograniczone możliwości. Nie trzeba poświęcać tyle czasu kolonii, czy wędrującym wyznawcom Boga Sola. Z kolei komentarze do społecznej roli kobiety, mężczyzny, istoty i znaczenia duchowości, czy kultu religijnego można pokazać na bardziej wyszukanych przykładach. Żebyście mnie dobrze zrozumieli, nie narzekam na ten serial i nie mówię, że scenarzyści idą po najmniejszej linii oporu. Wskazuję jedynie na to, że ten serial można byłoby jeszcze lepiej poprowadzić.
No ale do rzeczy. Po kilku przegadanych odcinkach dostaliśmy trochę akcji, tj. atak na kolonię i nieudaną próbę pozbycia się Nekromorfa przez żołnierzy Mithraiców. Wyszło ładnie, oglądało się przyjemnie mimo że wyglądało to nieporównywalnie mniej efektownie niż 1 i 2 odcinek. Nic dziwnego, tak jest w przypadku większości seriali - gros budżetu idzie na początek i finał (by zaciekawić widzów i zbudować hype pod kolejny sezon). Środkowe epizody RbW nie wyglądały tanio, mają całkiem dobry scenariusz, więc nie mam większych zarzutów. Poza jedną kwestią - Ragnar vel. Marcus powiedział, że będzie można łatwo zaatakować androida, bo gdy wejdzie w symulację, to nie będzie czuła ruchu. Ekscelencja powiedział to z dużą pewnością siebie, raczej zdaje sobie sprawę z możliwości i słabości Nekromorfa, więc skoro mogli go bez problemu wysadzić, to czemu tego nie zrobili? Wystarczyło po prostu podłożyć bomby pod łóżko i tyle. Ich akcja z tym lustrem odbijającym fale dźwiękowe, główną broń Nekromorfa, była totalnie niepotrzebna i ryzykowna. Jeśli chcieli dobitnie pokazać, że Bóg powstrzymuje ich przed zabiciem androida, to scenarzysta mógł to inaczej poprowadzić. Np. spaleniem kabli, czy w dowolnie inny sposób, wszakże ich statek rozwalił się na części i nie mieli dostępu do dobrych jakościowo części, więc zamienniki mogły być uszkodzone lub źle połączone. Mogła też się pojawić ta istota i rzucić kamieniem w Nekromorfa (względnie, mogłaby zmusić kogoś z załogi do zrobienia tego). Tak jak powyżej, jak i we wcześniejszych wpisach chwaliłem scenarzystów, tak ten wątek zapisuję im na minus.
Skoro mowa o boskiej interwencji, to doczekałem się rozwinięcia wątku z Solem i to dość dosłownego. Na przykładzie Marcusa słyszymy, że słowa Boga nie są wymysłem kapłana skazanego za gwałty (zakładam, że nie kłamał) ani wyznawców tej religii. Nie wiem, jak jest w przypadku innych wiar, ale z tego co się dowiedziałem w przypadku katolicyzmu, to zdarzało się, żeBóg bezpośrednio kontaktował się z niektórymi wiernymi. Zabrakło mi czasu i wiedzy, by zweryfikować objawienia w innej formie, np. biedaka, potrzebującego starca, matki z głodnym dzieckiem zwykłemu człowiekowi. Za dziecka czytałem różne przypowieści Biblijne lub słyszałem kazania księdza w kościele, ale nie wiem, czy to były opowieści, które miały być nośnikami jakiś wartości (jak np. historia o Kainie i Ablu), czy zapis prawdziwych wydarzeń. O ile w greckich, czy nordyckich mitach Bogowie czasem schodzili do świata śmiertelników i objawiali się zwykłemu człowiekowi, o tyle nie wiem jak było w przypadku religii katolickiej. W "Raised by Wolves" to zapewne Sol objawia się Campionowi, Matce i kilku innym postaciom. Mówię tu o głosach, które słyszą i postaci tej dziewczynki, która wpadła do dziury w początkowych odcinkach. Z początku myślałem, że umiejętność jednej z tych istot, które zamieszkują Kepler22b, coś na podobnej zasadzie co Aguary z Wiedźmina, ale wydaje mi się że ma zbyt dużą wiedzę na temat mieszkańców kolonii lub Ziemian. Aczkolwiek mogę też się mylić, bo mogła np. bardzo dobrze obserwować ludzi znajdujących się na tej planecie.
https://wiedzmin.fandom.com/wiki/Aguara
Być może jest to nadinterpretacja z mojej strony, ale przy wątku z Marcusem miałem mimowolne skojarzenia z królem Dawidem i św. Pawłem. Ekscelencja również ma na sumieniu różne grzechy jak w/w, ale został wybrany przez Boga z jakiś powodów. Wskazuje mu drogę, zabrania zabijania matki i skłania do różnych decyzji, a w przypadku niesubordynacji, daje mu karę. Ciekawi mnie, czy jego oświadczenie z końcówki 7 odcinka, to majaki wynikające z odniesionych ran, czy niepoprawna interpretacja słów Sola. Dotychczasowe sceny wskazują na to, że jest to niewykluczone, aczkolwiek jego rola może się ograniczać do bezpiecznego doprowadzenia osoby z proroctwa do pewnego punktu w historii. Jeśli tak, to w tym przypadku obstawiam Paula lub Campiona, obaj pasują do tej roli. Wrócę do tego wątku przy kolejnym omówieniu dotyczącym ostatnich odcinków, które obejrzę w weekend.
Podobał mi się wątek z chrztem Campiona. Tak jak jestem przeciwnikiem przymuszania do religii na siłę, tak po latach zrozumiałem, czemu takie sytuacje bywają konieczne. Jestem gorliwym zwolennikiem wolnego wyboru i maksymalnej liberalizacji niemal każdej dziedziny życia, ale nie zawsze jest ku temu sposobność. Jestem też przeciwnikiem przymusu, czy to z lewej czy prawej strony, uważam że ostracyzm społeczny lub pozostawienie człowieka z jego problemem (o ile nie stanowi zagrożenia dla innych) w zupełności wystarczają. Niestety, świat jest jaki jest i czasem nie ma innego wyjścia, jak dostosowanie się do aktualnych warunków. Obecnie żyjemy w czasach oraz w miejscu, które umożliwia nam względne kontestowanie władzy oraz religii. Wbrew ignorancji niektórych ludzi, jak również do niedawna mojej, ten przywilej tyczy się głównie nas i mamy go w sumie od niedawna. W gorszych czasach, gdy ludzie nie mogli sobie pozwolić na ekspresję swoich poglądów lub zwyczajnie nie mieli na to czasu, bo zaspokojenie podstawowych potrzeb było ważniejsze (głód, prawdziwa bieda, realny brak bezpieczeństwa), nie posiadali takiego przywileju.
Campion z jednej strony słusznie oburza się o hipokryzję wiernych, zwłaszcza w kontekście świętokradztwa, jakiego się dopuścili ws. nagrobków jego bliskich. Z drugiej jest jeszcze młody, przez co nie dostrzega swojej dwulicowości (o co go nie obwiniam jak coś, to jeszcze dziecko, które ma jak najbardziej prawo do popełniania takich błędów), jak również niedoskonałości naszego świata. Każdy z nas jest hipokrytą, każdy z nas w ostatnich 365 dniach przynajmniej raz zachował się lub wypowiedział w sposób, którym zaprzeczył sam sobie. Jeśli nie na głos, to w myślach.Jasne, poniekąd sami jesteśmy temu winni, jak słusznie wskazał Campion, ale jednocześnie tak nas stworzył Bóg. Względnie tak nas ukształtowania natura i ewolucja (w wersji dla ateistów). Kłamiemy czasem mimowolnie, czasem cynicznie, bo tak jest łatwiej lub prawda jest zbyt bolesna, ewentualnie poniesienie jej kosztów byłoby dla nas zbyt bolesne. Tak samo wszyscy sobie upraszczamy jakiś fragment rzeczywistości, bo ta jest zbyt skomplikowana dla każdego z nas. Działa tu podobny mechanizm, co przy kłamstwie - robimy to świadomie i podświadomie, czasami z ignorancji, czasami cynicznie (przykłady - rodzice to robią, gdy nie umieją uspokoić lub wytłumaczyć czegoś swoim dzieciom, zaś politycy by zbić kapitał na naiwnych wyborcach). Życie jest po prostu zbyt rozbudowane, by pojedynczy człowiek mógł je ogarnąć i zawsze coś mu umyka.
Mogę się mylić i tak prawdopodobnie jest, ale staram się sam poszukiwać odpowiedzi na takie duchowe zagadnienia, a następnie porównywać je z wykładnią Kościoła lub wiernych. Możecie się nie zgadzać, mi samemu ciężko to przechodzi przez usta, bo jest to niezgodne z poglądami, które wyznaje, ale patrząc obiektywnie - nie ma lepszego, powszechnego "narzędzia" do zbawienia od religii chrześcijańskiej. Nie zrozumcie mnie źle - jasne, bycie po prostu dobrym człowiekiem wystarczy, ale do tego trzeba też wpoić odpowiednie wartości. Czy raczej, wielokrotnie mówić, pilnować i obserwować, bo ludziom się często nie chce, zapominamy lub kierują nami nasze pragnienia i emocje. Azjaci, czy plemiona Ameryki południowej miały inne podejście do brutalności i sposoby rozwiązywania sporów. My byliśmy do nich podobni, gdyby nie wpływ kultury Europejskiej, spuścizna Greków, Rzymian, religii katolickiej oraz paru innych czynników. Czego bym nie powiedział o katolicyzmie, to w dużej mierze ukształtował nas na plus (z równie istotnym udziałem greckich filozofów, doświadczeń kapitalizmu, monarchii itp.). Patrząc na liczby ofiar oraz historie ustrojów opartych na religii lub jej braku, to systemy oparte na naszej religii były co do zasady lepsze. Mówię o ich stabilności, wolnościach ludzi, poczuciu ich bezpieczeństwa itd. Jestem ciekaw, jakie będą dalsze konsekwencje wydarzeń z 7 odcinka. Intryguje mnie również, czemu nie dało się zmienić oprogramowania Ojca i co sprawiło, że zachował resztki swojej osobowości.
To tyle ode mnie, w przyszłym tygodniu napiszę swoje wrażenia z ostatnich 3 odcinków.
Ps. rozmowa między Ragnarem, a Matką była genialna. Jednym z najlepszych talentów kobiet, jest "przeskanowanie" samców od głowy aż po stopy i podsumowanie nas. Często celne jak trafienie w środek tarczy i bolesne, niczym igła w oku.