Minęło dużo czasu od finałowego odcinka, a ja komentuję go prawdopodobnie jako jeden z ostatnich widzów. Obejrzałem go dwa dni po premierze ze swoją dziewczyną, serial ogólnie nam się podobał i z mniejszą lub większą przyjemnością, śledziliśmy losy mieszkańców planety Keppler22b. Zdarzały się słabsze momenty, ale ogólnie każdy trzymał co najmniej przyzwoity poziom. Nawet 8, który był co najmniej jednym z najsłabszych, jak nie najgorszym epizodem. Nawet w nim były jakieś rzeczy, które pobudzały naszą ciekawość do włączenia kolejnego i nic nie zapowiadało katastrofy, jak druga połowa 10 odcinka. Powstrzymuję się by nie zjechać tego serialu z góry na dół. Twórcy bardzo zapracowali na te krytyczne komentarze i nie wynikają one tylko z tego węża, którego urodziła Matka. Moim zdaniem jest to taki symbol, ukoronowanie całej krytyki. Narzekania należą im się za fatalny scenariusz, niedbalstwo w zakończeniu wątków, kiepski plan tj. chęć wrzucenia zbyt wielu rzeczy na raz, przez co większość spraw została rozwinięta w sposób niedostateczny, tak jakby pisano fabułę finału na szybko, bez wcześniejszego przemyślenia. Coś na zasadzie - napiszmy byle co, byleby szokowało widzów, byleby finał był maksymalnie szokujący. I jak to bywa w przypadku pracy na szybko, nie uniknięto przy tym wielu błędów, które normalnie zostałyby poprawione lub w najgorszym razie, napisane przynajmniej poprawnie. Nawet jeśli drugi sezon wszystko naprostuje i cała akcja nabierze sensu, to trudno będzie posprzątać cały ten bałagan.
Zacznę od wątku z Ragnarem i tym statkiem, który pojawił się w ciągu ostatnich minut. Jak to możliwe, że w dobie tak rozwiniętej technologii, super nawigacji, ludzie ani razu nie wspomnieli o pozostałych statkach? Jak mogli nie wiedzieć o jednostkach, które były poza Ziemią, gdy ta kończyła swój żywot? Jeszcze bym to zrozumiał na początku, tuż po rozbiciu się Arki, gdy rozbitkowie byli w szoku i z naturalnych powodów nie myśleli o takich rzeczach. Ale po kilku dniach, napchaniu brzuchów, ułożeniu sobie wszystkiego w głowach mogliby sobie o nich przypomnieć. Nawet nie mówię o tym, że musieli debatować w stylu "nie traćmy nadziei, zróbmy jakiś przekaźnik, nadajmy sygnał SOS i wyślijmy go w kosmos" (jak to zrobił Ojciec na początku serialu), wystarczyłoby jedno zdanie któregoś z nich, które byłoby sygnałem do widzów. Można było to też pokazać w retrospekcjach, gdy Marcus i jego żona szli do Arki i on albo ona powiedzieli np. "Kilka statków wylatuje z Ziemi, ale ten jest najbliższy i do niego najłatwiej się dostaniemy".
Zamiast tego dostajemy nieoczekiwany xD cliffhanger, w którym ledwo żywy Ragnar pokonuje zwiadowców z drugiego statku. Wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać od dodania tego "xD". Ja wiem, że to wybitny wojownik, weteran Ateistów, ale kurde - ledwo żywy facet, odwodniony, bez jedzenia, mający halucynacje, rozwala ich jakby był przygotowany do walki niczym John Rambo. Mimo, że kilkukrotnie podkreślano, jak ważne jest bycie w dobrej formie przy tak niesprzyjających warunkach. A skoro o nim mowa, to sprawdziły się moje najgorsze przewidywania. Travis Fimmel gra dokładnie tak samo, jakby parę tygodni wcześniej skończył prace na planie "Wikingów". Nawet jego wątki są wybitnie podobne do fragmentu, w którym był uzależniony od opium i boleśnie odczuwał narkotyczny głód. Wina w tym przypadku rozkłada się jednak zarówno po stronie scenarzystów, reżysera, showrunnera jak i aktora. To reżyser i showrunner powinni zadbać o poprowadzenie Travisa, wykorzystanie jego potencjału. Przecież nie był ikoną "Raised by Wolves", tak jak w przypadku serialu o Normanach, więc raczej nie miał aż takiego wpływu na swoją rolę.
Skoro o potencjale mowa, to przejdę do wątku z gwałcicielem. Co sprawiło, że nagle zaczął wysysać krew z Matki? Dlaczego dostał przy tym nadludzkiej mocy? Wcześniej był wyczerpany z głodu, utracił sporo krwi i nie miał siły z naturalnych przyczyn, a po odzyskaniu części posoki stał się tak mocny, że mógł rzucać ludźmi? Ja mam na to jedną odpowiedź - beznadziejne umiejętności scenarzystów i brak pomysłu na sensowne zakończenie wątku tej postaci. Dobrze, że chociaż nie zapomnieli o tym, że wiadro zgniecie mu głowę, gdy jego robot-strażnik oddali się na odległość 3 metrów, bo dopiero by był problem.
Zabawniejszy był wątek z Tatą, który poczuł się jak cuckold. To było podwójnie śmieszne, bo Mama zdradziła czarnoskórego Tatę z białym, heteroseksualnym mężczyzną, takie przeciwieństwo naszego świata. Dla tych, co nie rozumieją mojego sarkazmu - czarnoskórzy z niektórych rejonów Afryki mają większe penisy oraz więcej testosteronu (przez co przeciętny murzyn może częściej i mocniej się kochać od przeciętnego białego). Nie wszyscy, bo np. Pigmeje są pod tym względem niewiele lepsi od Japończyków, czy Chińczyków. Ale żarty na bok. O ile podobały mi się rozważania Ojca na temat tego problemu oraz próby jego rozwiązania, o tyle zostało to tak źle napisane, że mimowolnie się śmiałem przy oglądaniu tego segmentu. Android nie miał wgranej roli Ojca pod względem zapładniania (po co mu, skoro nie posiada penisa, a nawet jeśli, to nie ma funkcji rozrodczych?). Fakt, nie czuł emocji jak zwykły człowiek, o czym mówił, ale czemu zareagował w ten sposób? Czemu nie mógł też wyłączyć u siebie tego lub poprosić kogoś, by go przeprogramowano, tj. wyłączono tę opcję? Zawsze podchodził do relacji damsko-męskich i do pozostałych spraw w sposób czysto logiczny. Czemu nie był pod tym względem konsekwentny? Znowu wygląda to tak, jakby na siłę dopisali ten wątek, by jakoś wypchać czas antenowy. Dobrze, że chociaż zreflektował się pod koniec i zechciał skasować te emocje. Zresztą, nawet gdyby ten wątek był zaplanowany, to powinni to inaczej i przede wszystkim lepiej napisać. Mógłby to być całkiem niezły komentarz twórców wobec nadmiernej rozwiązłości seksualnej lub zranionej męskiej dumy z konieczności wychowywania nie swojego potomka, która byłaby zgodna z treściami poruszanymi przez ten serial. Wyszła z tego auto-parodia, podwójnie śmieszna bo zdaje się że pisali to na poważnie.
Skoro mowa o konieczności zapchania czasu antenowego, to co do chuja chodzi z tym wężem, który wziął się totalnie znikąd? xD Zrozumiałem, co chyba chcieli przez to przekazać. W sensie, to chyba miało być nawiązanie do Biblijnego węża, symbolu Zła, Szatana i tego typu spraw. Problem jest tylko taki, że cała akcja zaczęła się nagle, nie miała wcześniejszej podbudówki fabularnej i to były dosłownie ostatnie minuty finałowego odcinka. Gdyby usunięto IMO niepotrzebne sceny z Marcusem, czy Ojcem, a ten czas przeznaczono na rozwiniecie wątku węża, to może miałby on sens mimo efektu WTF. Ok, twórcy chcieli zakończyć serial jakąś deus-ex machiną, ale tak się tego nie robi. Mogli wziąć przykład z twórców "Dark", a konkretniej finałową sceną 2 sezonu, w której pojawia się Marta z innego świata. Tam jednak dostaliśmy wcześniej wyraźną sugestię, że takie coś jest możliwe (starsza Marta mówiła do Jonasa - "Widziałam świat bez ciebie"), więc nawet jeśli ludzie mieli uczucie WTF, jak np. ja, to było na to uzasadnienie.
Mimo tych wszystkich złych rzeczy, które wymieniłem powyżej, to było parę rzeczy, które mi się spodobały. Rozmowa Matki z tym androidem, malunki skalne na Keppler22b, które można intepretować jako "adaptację" jednej z teorii spiskowej, że ludzie dawniej mieszkali na innej planecie, ale wyeksploatowali ją do końca i postanowili uciec na inną, zaczynając wszystko zupełnie od zera oraz parę innych rzeczy, jednakże są to moim zdaniem rzeczy nieistotne po tym, co zobaczyliśmy w finale. Świetny początek, intrygujące rozwinięcie, ale pod koniec Aaron Guzikowski chyba założył się z producentami "Gry o Tron" o to, kto bardziej spieprzy finał swojego serialu. Trudno mi osądzić, kto zrobił gorszą robotę, ale na pewno wszyscy z nich zasłużyli na medal z ziemniaka za perfekcyjnie spartaczoną robotę.