Był naprawdę piękny. Rosły w nim w równych rzędach jabłonki z obielonymi pniami i grusze. Owoce były jeszcze niedojrzałe.
Szłam przez trawnik i rozglądałam się na wszystkie strony. To miejsce było niesamowicie urocze. Poczułam się w nim tak spokojnie, jakby zupełnie wszystkie troski mnie opuściły. Było to całkiem znajome uczucie. Pewnie się zdziwicie, ale doświadczyłam podobnego uczucia w podobnym miejscu. Było to w sadzie mojej babci, który był całkiem podobny do tego. Nawet ilość drzewek się zgadzała. U babci były też ławka i stolik z ciemnego drewna.
Właściwie, to nie wiedziałam, co o tym myśleć. Poczułam się dokładnie tak, jakbym była u babci w sadzie. Tutaj też były ławka i stolik. Siedziała tam jakaś starsza kobieta. Babcia?! Nie, na pewno nie. Podeszłam do niej. Wyglądała dziwnie znajomo, ale byłam pewna, że nigdy wcześniej jej nie spotkałam.
Kobieta siedziała na ławce i przyglądała się drzewkom rosnącym wokół niej. Podeszłam do niej i przywitałam się. Starsza pani uśmiechnęła się do mnie. Zapytałam ją, czy widziała gdzieś tutaj może X. Kobieta pokręciła głową i powiedziała: „Nie widziałam go od jakichś pięćdziesięciu lat.” Popatrzyłam na nią zaskoczona i zasugerowałam, że może pomyliła X z kimś innym. Ona jednak upierała się przy swoim. Mówiła: „Nie widziałam go, odkąd wyszedł po Schodach.” Co? O czym ona w ogóle do mnie mówiła? Zapytałam ją, kim ona jest. Popatrzyła na mnie zdziwiona i powiedziała: „Jak to nie wiesz? Nie poznajesz mnie?” Kiedy pokręciłam głową, powiedziała: „Jestem tobą, tylko starszą.”
Nagle dotarło do mnie, dlaczego kobieta wydawała mi się znajoma! Rzeczywiście była do mnie podobna! Ale mimo to, to wszystko wydało mi się bardzo dziwne. A Wy? Co myślicie? Chyba, jednak właściwszym określeniem byłoby tutaj: niemożliwe!
Tymczasem Starsza Ja popatrzyła na mnie z lekkim uśmiechem. Westchnęła i powiedziała: „Nie szukaj tutaj X. już dawno go tu nie ma, a ty i tak go nie znajdziesz, a nawet jeśli, to i tak to nic nie zmieni.” Popatrzyłam na nią pytająco. „Czego nie zmieni?” Starsza Ja wskazała mnie palcem. „Tego, że ty i X zginiecie.” Co? Pokręciłam głową. Nie chciałam jej wierzyć. Nie mogła być mną, nie mogła wiedzieć, co się stanie! Prawda? Przyznacie mi przecież rację, że takie rzeczy są absurdalne. A ta kobieta wzbudzała we mnie dziwny rodzaj lęku. Przecież to, co do mnie mówiła było zupełnie nielogiczne.
Postanowiłam jej dłużej nie słuchać i zagłębiłam się w sad.
Szłam między drzewkami dłuższą chwilę. W końcu zobaczyłam murowane ogrodzenie porośnięte bluszczem. Na środku ogrodzenia była duża brama z jasnego, brązowego drewna. To już nie wyglądało, jak w sadzie mojej babci...