Szybko przemierzyłam metry dzielące mnie od bramy i nacisnęłam klamkę otwierając ze zdecydowaniem. Zawiasy skrzypnęły, a moim oczom ukazał się niesamowity widok… Nagle znalazłam się na statku! Pirackim statku, który unosił się w powietrzu! Odwróciłam się za siebie, by wrócić do sadu, ale za mną były już tylko drzwi do kajuty kapitana.
Ogarnął mnie strach. Nie wiedziałam, co mam robić. Wokół mnie było mnóstwo piratów! Na razie nikt nie zwracał na mnie uwagi, ale to, że mnie ktoś zauważy było tylko kwestią kilku chwil… Rozejrzałam się. Może X gdzieś tu jednak był? Nagle go zobaczyłam! Stał na dziobie okrętu i patrzył przed siebie.
Nie zwracając uwagi na piratów ruszyłam przez pokład wołając X. Przez chwilę nie reagował. Potem odwrócił się i popatrzył na mnie. Przez chwilę przyglądał mi się, a potem zwrócił się do pozostałych członków załogi: „Kto z was wpuścił na pokład kobietę?” Pozostali piraci wbili we mnie spojrzenia. Popatrzyłam na X i zawołałam: „X! nie poznajesz mnie? Przestań się wygłupiać! Wracamy do domu!” Chłopak popatrzył na mnie i pokręcił głową. „Nie znam cię!” Już miałam wykrzyczeć mu w twarz, jak bardzo jestem zła, za to, co zrobił, kiedy ze swojej kajuty wyszedł kapitan statku.
Wszyscy umilkli patrząc na niego z lekkim strachem w oczach. Mężczyzna podszedł do mnie i zmierzył mnie uważnym spojrzeniem od góry do dołu. Kilka razy. Potem popatrzył na X i zapytał: „Co tu się dzieje?” Zanim ktokolwiek się odezwał, powiedziałam: „Zabieram X ze sobą! Wracamy do domu!” X pokręcił głową. „Nigdzie z tobą nie idę! Nie znam cię!” Kapitan zaśmiał się i polecił piratom przygotować mnie i X do skoku.
Do skoku!?
Byliśmy po środku właściwie nie wiem nawet czego, a kapitan kazał nam skakać? Gdzie? Po co? O co chodziło z tym skakaniem?
Nagle zauważyłam jak piraci wyciągają za bakburtę dwie deski. Potem popchnęli mnie i X w ich stronę. Nikt nie zwracał uwagi na głośne protesty X. Dwoje piratów popchnęło nas na deski. Kapitan popatrzył na nas ze śmiechem i powiedział: „Skacz!” Wszyscy zebrani wokoło rytmicznie zaczęli to powtarzać. Skacz! Skacz! Skacz! Skacz!
Stałam na chwiejącej się desce i z mocno bijącym sercem patrzyłam na to, co jest pode mną. A raczej na to, czego tam nie ma! Tam naprawdę nic nie było! Tylko jakaś biała przestrzeń, jakbyśmy byli w jakiejś chmurze, albo nad nią…
W pewnej chwili jeden z piratów zatrząsł deską, na której stałam. Straciłam równowagę i zaczęłam spadać. Zapytacie pewnie, co wtedy czułam? Właściwie to nic. Dotarło do mnie tylko, że Starsza Ja miała rację. Zginiemy… a nawet nie wiem, co się stało z X. Też skoczył? A w ogóle, to jakim cudem Starsza Ja żyła, skoro ja teraz zginę?
Właśnie nad takimi rzeczami rozmyślałam spadając w dół. Nie. To wcale nie było tak, że całe życie przeleciało mi przed oczami. Nie! Po prostu spadałam. Czułam tylko opór powietrza na moim ciele. Tyle.
Aż zobaczyłam dobrze znajome rzekę i skały…
Jeśli teraz macie nadzieję, że opowiem Wam, jak to jest i co człowiek czuje, kiedy siła upadku miażdży Wam kości, a skały rozrywają ciało i wnętrzności, to przepraszam. Nie dowiecie się tego… albo może się dowiecie, ale na pewno nie ode mnie… W momencie, kiedy miałam uderzyć o wodę i skały na dnie rzeki po prostu się obudziłam.
Nigdy nie było żadnych Schodów Do Nieba, a X spał koło mnie.