Witam, jestem prawdopodobnie najmłodszym Polakiem na Steemit a co się z tym wiąże- chodzę jeszcze do szkoły. Dokładniej do technikum na kierunku mechanicznym więc zakładam że język obcy na pewno mi sie kiedyś przyda, jestem bardziej humanistą niż "wielbicielem" przedmiotów ścisłych. Mam także smykałkę do języków obcych. Uznałem, że chciałbym się podzielić wrażeniami dotyczącymi nauki języków obcych, a dokładniej angielskiego w szkole.
Zakładam, że wszyscy z was- polskiej społeczności na Steemit umieją się dobrze posługiwać angielskim więc nie wszystkich zainteresuje ten wpis.
No OK, ale jak to jest z tą nauką, czy polskie szkoły dobrze uczą angielskiego ?
Odpowiedź brzmi...i tak i nie. Powiem wam, że bardzo dużo zależy od nauczyciela. Pamiętam jak w podstawówce nauczyciele mówili przez całą lekcję po polsku. Jedyne angielskie słowa które były wypowiadane przez nich to te które mieliśmy zapisać do zeszytu. I to był błąd, bo człowiek najbardziej przyswaja jakąkolwiek naukę w okresie właśnie podstawówki- chłonie wszystko jak gąbka. Moja ciocia wyemigrowała jakiś czas temu do UK, posłała syna do przedszkola i po roku czasu umie lepiej mówić po angielsku niż ona.
Gimnazjum mnie bardzo mocno zaskoczyło. Wyobraźcie sobie pierwszy dzień szkoły- wchodzi pani, blondynka, ubrana w miarę luzacko, widać że bardzo swobodnie nawiązuje nowe kontakty z uczniami i nagle boom- przez całą lekcję mówi po angielsku. Ja, jako 13 letni gówniarz jestem w szoku, w sumie jak cała klasa- "o czym ona mówi??" myślę sobie, aż w końcu ostatnie 5 minut lekcji zaczęła mówić po polsku, tłumaczyć jak i co będziemy robić przez 3 najbliższe lata. Dobrze wiedziała że jej wcześniej nie rozumieliśmy.
Przez czas "gimbazy" nauczyła mnie więcej angielskiego niż kiedykolwiek mógłbym się nauczyć- cały czas zaskoczenia- raz pisanie listów, raz granie w różne gry, raz speaking exercises. Po prostu kosmos. Lekcje oczywiście cały czas po angielsku, urozmajcane na setki sposobów. Coś pięknego.
Co było dalej ?
Nie chcę wam tu pisać jakiejś historii życia, ale coś mnie dzisiaj wzięło na takie przemyślenia.
W pierwszej klasie technikum mieliśmy okropną panią od angielskiego. I nie mam tu na myśli że ostrą czy wymagającą. Była tak przytrzymana że nie wiedziałem jak ktoś taki może uczyć angielskiego. Po tym jak spytała nas "hał ar ju" z tym pieprzonym naciskiem na "r" chciało mi się śmiać. Szczerze ? Myślę że ja miałem od niej lepszy akcent i wymowę.
Na szczęście w 2 klasie mam nową, fajną nauczycielkę. W miare wymagającą i solidną i mimo że ostro po nas j edzie, cieszę się bo w taki sposób można nauczyć się dobrze tego języka.
Czy uczę się tylko w szkole ?
Nauka angielskiego tylko na potrzeby szkoły to trochę głupota. Myślę że jeśli chcesz się naprawdę nauczyć tego języka musisz robić o wiele więcej. Co pomaga w nauce to na pewno gry i filmy. I nie mam tu na myśli gier typu League of Legends czy CS:GO gdzie jedynie się nauczysz "how to fuck someone mother" (:P) lecz gry duże, rozległe, gdzie jest multum nowych słówek i wyrażeń i gdzie aktorzy sprawnie dubbingują postacie.
Polecam również angielskie filmy, ewentualnie włączyć polskie napisy.
Taktyka którą ja stosuję to słownik. Nie mam na myśli translatora czy jakiejś tam encyklopedii angielskiego tylko... zwykły 60 kartkowy zeszyt. Za każdym razem gdy usłyszę nowe słówko zapisuje je w tym zeszycie z tłumaczeniem. Gdy mi się nudzi po prostu czytam wyrażenia które wcześniej zapisałem i proszę- jestem bogatszy o nowe zwroty.
Poniżej macie zdjęcie mojego "słownika", nie przeraźcie się moim charakterem pisma :)
Akcent
Według mnie tego nie da się nauczyć w szkole, chyba że masz nauczyciela który był kilka lat w Anglii i posługuje się perfekcyjnie językiem. W innym razie wystarczy że polecisz do zagranicznego kraju na miesiąc i już wiesz znacznie więcej.
Cóż, aktualnie moim największym "polem" do nauki ang. jest oczywiście Steemit :)