W dzisiejszych czasach bardzo dużo mówi się o szczepieniach. A co Wy o tym sądzicie? Szczepić czy nie? Jest to temat wywołujący wiele skrajnych emocji ale też ważny - dla zdrowia i dla życia ludzi.
3 miesiące temu urodziłam dziecko i odmówiłam szczepienia go w pierwszej dobie życia w szpitalu (obecnie w Polsce szczepi się dzieci w pierwszej dobie życia na gruźlicę oraz WZW B). Lekarka próbowała namówić mnie na zmianę zdania zastraszając, że narażam życie własnego dziecka. Nie uległam ponieważ nie widzę podstaw do szczepienia takiego maleństwa. W czasach kiedy ja przyszłam na świat nikt nie szczepił tak malutkich dzieci, w większości krajów rozwiniętych również nie szczepi się takich dzieciaczków. Skąd więc taki pomysł w Polsce? Czy nie można ich zaszczepić kiedy mają np. pół roku i nabiorą trochę więcej odporności?
Co więcej - szczepionka na gruźlicę jest obowiązkowa już tylko w krajach dawnego bloku wschodniego. W Niemczech nie szczepią na to już od ponad 20 lat! WZW B natomiast to choroba "brudnych rąk" - jeśli dziecko żyje w brudzie to OK - może szczepionka mu się przyda w tak młodym życiu. Ale jeśli rodzice dbają o higienę a maleństwo mieszka w domu, gdzie nie ma ludzi chorych to uważam, że zwyczajnie nie ma się jak zarazić. Tym bardziej jeśli jest karmione piersią i otrzymuje w mleku matki niezbędne przeciwciała.
Młody ma 3 miesiące, nadal nie był szczepiony i jest zdrów jak ryba. A straszenie przez pediatrów, że jak nie zaszczepimy to na pewno zachoruje trzeba jakoś przepękać.