Co mi się kojarzy z latem?
Oj miałam zagwozdkę na cały tydzień. Myślałam i kombinowałam i jakoś tak żaden z pomysłów na zdjęcie nie zagrzał dłużej miejsca w moim serduszku. Aż do wczoraj.
Z racji wolnej soboty, po odbębnieniu domowych obowiązków, nie wiedziałam co począć z "bezobowiązkowym" wieczorem i szukałam inspiracji w sieci. Obcy oglądał żużel i mi nie pomagał w szukaniu rozrywek innych niż okupowanie kanapy, a ja... oj miałam ochotę się rozerwać. No i udało się, portale społecznościowe ruszyły mi na ratunek i po szybkiej zmianie odzienia na bardziej wyjściowe, ruszyliśmy na "święto dyszla" - jak to nazwał mój luby. ;-)
Ostatni raz na takim festynie byłam za czasów gimnazjalnego dzieciaka i w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że jeszcze kiedyś wezmę udział, a już tym bardziej nie sama. Po wejściu miałam lekki atak paniki, jak zobaczyłam tą tłoczącą się gawiedź i już chciałam uciekać, ale w porę przypomniałam sobie, po co ja tam konkretnie przyjechałam.
Na koncert!
No bo cóż innego lepiej definiuje moje udane lato, jak nie koncerty. Festiwalowe lato, to moje marzenie i jak kiedyś wygram w totka, w którego oczywiście nie gram, to biorę dwa miesiące bezpłatnego urlopu i zaliczam wszystkie w Polsce. :-)
A wracając na ziemię, nie myślałam, że aż tak bardzo lubię reggae. Ubawiłam się świetnie, mimo że głównie tylko słuchałam - jakoś taniec pośrodku stadionu sportowego średnio do mnie przemawiał. W ostatnich minutach dnia, gdy słońce zdążyło mi się już schować za horyzont, przypomniałam sobie o dwóch konkursach w naszym "blokczejnie" i szybciutko cyk, parę zdjęć.
Wybrałam jedno i tym jednym zgłaszam się do dwóch konkursów: złapałam resztki zachodu słońca i pokazałam moją definicję lata. Mam nadzieję, że regulaminy tego nie zakazują...
Zdjęcie zrobione telefonem Lenovo K6 Note