Bynajmniej nie jestem za samobiczowaniem. I jako wychowany w Polsce i w Polsce nauczany historii zgadzam się, że bohaterstwo rzeczywiście zasługuje na szacunek. Nieważne, że są wątpliwości czy akt bohaterski żołnierzy polskich został wykorzystany w słusznej czy niesłusznej sprawie. A może to błąd?
Bo właśnie o wyciąganie wniosków mi chodzi. Wystarczy:
- mało romantyczny spacer po jakimś cmentarzu na miejscu jednej z wielkich, europejskich bitew i próba policzenia polskich krzyży,
- albo obejrzenie zdjęć z Warszawy po zduszeniu powstania,
- albo z porównania statystyk gospodarczych 15 lat po II wojnie światowej w Polsce i Zachodnich Niemczech,
by rodziły się wątpliwości.
I odcinam się z całą mocą od ustawiania Polaków w roli "Jezusa narodów, który cierpi za miliony". Zastanawiam się po prostu czy częściej nie powinniśmy wyłączać emocji i przynajmniej momentami próbować zastąpić je zimną kalkulacją.
I w naszej historii próbować częściej akcentować momenty gdy udało się coś zbudować, zdobyć albo utrzymać, albo czemuś zapobiec niż na siłę gloryfikowanie aktów owszem bohaterskich, ale za to nie do końca za naszą sprawę.
RE: Pod prąd wąwozem w twarz ognistym wiatrom...