Cześć! :D
Myśleliście kiedyś o własnym mydle? Ja tak.
Proces okazał się dość prosty, pozwólcie, że przestawię tu moje małe doświadczenie ;)
Potrzebne składniki…
- oleje,
- NaOH,
- woda (ale może być to też na przykład kawa, napar z ziół czy sok z ogórka).
…i trochę akcesoriów:
- garnek ze stali nierdzewnej lub emaliowany,
- jakieś naczynie metalowe lub szklane,
- coś metalowego albo drewnianego do mieszania,
- blender,
- coś co posłuży za formę na mydło,
- okulary ochronne, rękawiczki gumowe, ubrania z długim rękawem.
Przy wyborze naczyń należy zwrócić uwagę, czy ług (NaOH) ich nie zje. Ja dla pewności używam rzeczy metalowych, drewnianych albo szklanych, a unikam plastikowych.
Dobrze jest poświęcić szczególną uwagę bezpieczeństwu: Ług jest żrący, warto utrudnić mu bezpośredni kontakt z nami. Polecam założyć okulary, rękawice i mieć długie rękawy.
Póki co przepis jest mało konkretny, c'nie? Ale za to jaki uniwersalny!
Przepis
Co do składników i ich proporcji mamy dużą dowolność. Można skorzystać z gotowych przepisów, które (prawdopodobnie) ktoś już kiedyś wypróbował. Ale można tez dać się ponieść fantazji i zastosować jakieś mniej lub bardziej egzotyczne oleje. Albo przeciwnie – zdecydować się na te do których mamy łatwy dostęp. Z pomocą przychodzi tu kalkulator mydlany. Wyznaczy on ilość ługu odpowiednią dla wybranych przez nas składników.
Poniżej umieszczam przepis, który wynikł z połączenia mojego małego marzenia i zwykłej codzienności.
Zależało mi na użyciu oleju lnianego. Pozostałe składniki akurat miałam pod ręką. No, może olej kokosowy był bardziej przemyślany, bo miał sprawić, że mydło będzie się pieniło.
Poza tym co widać w tabelce wprowadziłam jeszcze kilka zmian: wodę do rozrabiania ługu zastąpiłam naparem z mięty a jako dodatki zastosowałam olejek z drzewa herbacianego i aloes.
Ostatecznie lista składników które użyłam wyglądała tak:
- 6 g wosku pszczelego
- 54 g oleju kokosowego
- 40 g oleju z pestek winogron
- 100 g oleju lnianego
- 76 g naparu z mięty
- 27.56 g wodorotlenku sodu
- 10 kropel olejku z drzewa herbacianego
- łyżeczka soku z aloesu
Mając przepis możemy przystąpić do działania!
A tak robię to ja
- Spodziewaj się niespodziewanego. Zakładam okulary i rękawiczki.
- Odmierzam składniki.
- Wodę wlewam do słoika, stawiam go w zlewie i dopiero tam wsypuję do niego NaOH. Ta kolejność jest istotna: NaOH do wody, nie odwrotnie!
- Mieszam ług; uwaga, słoik mocno się nagrzewa.
- Rozpuszczam oleje, najpierw te stałe, potem dolewam do nich oleje płynne.
- Czekam, aż ług i oleje będą w podobnej temperaturze, tak około 40°C.
- Wlewam ług do olei i mieszam.
Przy moim pierwszym mydle mieszałam mydło drewnianą łyżką, nie polecam. Trwa to wieki. Lepiej zorganizować sobie jakiś mikser albo blender. - Mieszamy aż mieszanka będzie miała konsystencje budyniu.
- Teraz dodaje swoje dodatki; mogą to być olejki eteryczne albo zioła. Można tez nie dodawać nic. U mnie był to olejek z drzewa herbacianego i sok z aloesu.
- Przelewam mydło do formy/foremek.
Nie muszą to być jakieś specjalne foremki na mydło. Ja zastosowałam karton po mleku, ale jest wiele innych, pewnie ładniejszych, możliwości: foremki sylikonowe lub jakieś drewniane formy…
- Tak otrzymane mydło wkładam w pudełko, owijam kocem i staram się zapomnieć o nim na dwa dni.
- Po dwóch dniach wyciągam mydło z formy i kroję.
- Zostawiam mydełka do leżakowania, bo póki co są żrące. Powinny tak poleżeć sobie około miesiąca.
Tadam! Oto powstało niepowtarzalne mydło.
To tyle. Do następnego razu :D