Gdyby Jolanta Brzeska miała akt własności mieszkania w którym zamieszkuje a w sejfie broń, to posłałaby napastnika na tamten świat w ramach obrony swojego mieszkania. W prawej ręce trzymałaby naładowaną broń a drugiej akt własności majątku którego broni. Ale gdy się nad tym zastanawiam to dochodzę do wniosku, że gdyby Jolanta Brzeska była właścicielką, a nie lokatorką, to nikt by na nią nie napadł. Jolanta była działaczką stowarzyszenia lokatorów które broni praw lokatorów. Idea słuszna wszak każdy ma prawo mieszkać na swoim.
Mieszkać na swoim. I tutaj dochodzimy do sedna problemu.
“W przyszłym roku mija dokładnie 10 lat, od kiedy znaleziono moją mamę martwą w Lesie Kabackim. Zginęła w walce z czyścicielami kamienic” - mówiła Magdalena Brzeska, córka zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej.
Wyobraźmy sobie sytuacje gdzie prawo pozwala dwóm osobom korzystać z tego samej rzeczy. Dwóch kierowców może korzystać jednocześnie z tego samego samochodu. Dwie osoby mogą zjeść jednocześnie ten sam chleb. Nie mylić z prawem współwłasności gdzie dwie osoby mogą współkorzystać z tej samej rzeczy. Mam na myśli sytuacją gdzie prawo w sposób wewnętrznie sprzeczny daje dwóm osobom takie same uprawnienia. Oboje możemy zjeść chleb. Problem w tym, że chleb jest jeden.
Obecnie w Polsce istnieje prawo lokatora oraz prawo własności. Właściciel ma prawo mieszkać w swoim mieszkaniu. Lokator również na prawo mieszkać w tym samym mieszkaniu mimo że jego umowa najmu wygasła a nawet pomimo nie płacenia czynszu. Panuje chaos, chaos prawny.
Lokatorzy nie będąc właścicielami mieszkają w cudzych mieszkaniach. Nie są na swoim!
Stowarzyszenie od wielu lat broni praw lokatorów i wciąż pomimo swoich działań problem nie został rozwiązany. Problem ten nie zostanie rozwiązany dopóki istnieć będzie owa sprzeczność. Równolegle wiele osób mieszka w mieszkaniach lub domach na podstawie prawa własności będąc ich faktycznymi właścicielami. Faktem jest, że osobom mieszkającym na podstawie prawa własności obce są problemy lokatorów. Prawo własności rozwiązuję również problem kolejnych pokoleń. Dzieci dziedzicząc nieruchomość po rodzicach mają zapewnione lokum. Prawa własności nie trzeba bronić gdyż jest ono zgodne z prawem naturalnym, jest logiczne i spójnie wewnętrznie w przeciwieństwo do prawa lokatorów. Własność jest antytezą kradzieży, przywłaszczenia, grabieży i ma swoje miejsce w moralności oraz w konstytucji. Solidna podstawa moralno-prawna powoduje że nikt nie próbuje przejmować majątków właścicieli ani wyrzucać ich ze swoim mieszkań. Prawo lokatora jest pozbawione tak silnej podstawy i z tego powodu generuje więcej problemów niż prawo własności. Kluczowe pytanie brzmi:
Dlaczego nie zamienimy prawa lokatorów na prawo własności? Dlaczego lokatorów nie przekształcamy we właścicieli?
Po co bronić czegoś, co od wielu lat nie działa skoro obok mamy gotowe działające rozwiązanie? Wielu lokatorów mieszka w budynkach których właścicielem lub zarządcą jest miasto, gmina, skarb państwa lub mają nieuregulowany stan prawny. Mnogość form prawnych jest przyczyną chaosu z którego właśnie korzystają czyściciele kamienic. Lokatorzy to często osoby które mieszkają w kamienicach które były po wojnie odbudowane przez ich dziadków. Czasem są drugim albo trzecim pokoleniem które mieszka pod tym samem adresem. Czasem są to ludzie którym komuniści odebrali w imię równości ziemię, gospodarstwo, dom. W czasach PRL właściciele stawali się lokatorami. Uważam że prawo własności z moralnego punktu widzenia jest im należne. Zamiana prawa lokatora na prawo własności spowodowała by powstanie dużej grupy właścicieli. Ludzie ci byliby bogatsi o ową własność a dzięki temu bardziej niezależni od władzy. Stowarzyszenia lokatorów powinny do takiego przekształcenia własności dążyć bo to jedyna droga do rozwiązania problemu. Bronię lokatorów ale nie bronię prawa lokatorów. Chcę żeby lokatorzy stali się właścicielami. Ale czy taka zmiana jest możliwa?
Okazuje się że podobne przekształcenia miały miejsce w III RP. Prawo użytkowania wieczystego jest również komunistycznym reliktem gdzie właścicielem jest państwo a mieszkaniec jest tylko swoistym najemcą na okres 100 lat. Prawo użytkowania wieczystego bez problemu jest zamieniane na prawo własności, i słusznie. Najemcy wieczyści za drobną opłatą stanowiącą ułamek wartości lokalu wykupują prawo własności. Dzieje się to bez czyścicieli kamienic, odcinaniu ludziom mediów lub wyrzucaniu kogokolwiek z lokali. Dlaczego nie możemy postąpić analogicznie z prawem lokatora i przekształcić je za drobną opłatą w prawo własności?
Stawiam tezę że już w roku 1989 kiedy Polska realizowała plan transformacji ustrojowej, pewne grupy miały w tym interes aby stan prawny nieruchomości pozostał w chaosie. Kamienice i lokale komunalne są bardzo często ulokowane w atrakcyjnych częściach miasta. Już wtedy grupa osób wiedziała że chaos prawny będzie idealnym sposobem na przejmowanie w przyszłości atrakcyjnych nieruchomości w sposób legalny, nielegalny a nawet kryminalny. Nie oznacza to, że nie były podejmowane próby uregulowania stanu prawnego nieruchomości. Wielokrotnie podnoszona była kwestia zwrotu majątku zagrabionego przez komunistów. Ogółem, w latach 1989-2015 do Sejmu trafiło osiemnaście projektów ustaw podejmujących problem reprywatyzacji w sposób kompleksowy. Najciekawszy przedstawiło koło poselskie Unii Polityki Realnej kierowanej przez Janusza Korwin-Mikke. „Uznano, iż każda utrata własności w minionym okresie naruszała podstawowe prawo obywatelskie, to jest prawo własności. Projekt przewidywał zwrot mienia w naturze, a gdy restytucja była niemożliwa zwrot następować miał w postaci mienia zastępczego lub poprzez wydanie bonów, za które można byłoby nabyć akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw i mienie Skarbu Państwa”. Projekt ustawy z dnia 3 kwietnia 1992 r. o reprywatyzacji lub zadośćuczynieniu za mienie przejęte przez państwo lub pozostawione na terenach niewchodzących w skład obecnego terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (druk sejmowy nr 213) został zreferowany ówczesnego prezydentowi Lechowi Wałęsie. Prezydent nie wyraził zainteresowania tak szeroką propozycją rozwiązania problemu. Zamiast systemowego rozwiązania tworzono doraźne prawa takie jak prawo lokatorów które rozwiązywało tylko chwilowe problemy.
Gdyby ta ustawa znalazła polityczne poparcie to z pewnością wielu lokatorów byłoby dzisiaj właścicielami. Być może nie byłoby ani lokatorów ani czyścicieli kamienic. Być może i Lojanta Brzeska mając akt własności żyłaby spokojnie przez nikogo niepokojona.
Polecam opracowanie Reprywatyzacja, problemy tworzenia i stosowania prawa autorstwa Karola Dobrzenieckiego i Marcina Romanowskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (Warszawa 2015) gdzie przedstawiono historię prób uregulowania własności w III RP.