Majówka. Nie da się jej przeoczyć. To taki dzień, kilka dni, kiedy ludzie folgują kaloriom. Jest Święto Pracy, Dzień Flagi, Święto Konstytucji - trzy poważne daty z tradycjami w historii a tradycja ludowa zbiera ludzi po ogródkach i częstuje przypieczonymi kawałkami karkówki. Albo kaszanką. Do tego nieodłączne piwo; Całymi zgrzewkami wykupywane ze sklepów przed pierwszym.
Święckie święto.
Dzisiaj już w pełni komercyjne i konsumpcyjne a przecież w necie są informacje historyczne, tradycję majówek wywodzące od propagowanego przez Kościół poświęcenia miesiąca maja Matce Bożej. Świeckie - kościelne. Alternatywa czy równoległe tradycje?
Świętowanie pierwszego maja jako dnia robotników to raczej XIX wiek. Najpierw trzeba było wyhodować fabrykantów/ kapitalistów potem trochę powalczyć o wolność klasową i świadomy swojej wartości lud pracujący mógł zacząć się spotykać na rozpędzanych przez policję piknikach.
Zawsze jednak w historii był powód, poważna przyczyna - pretekst takiego spotkania. Czy to wielbienie Maryi czy opluwanie krwiopijców; uczestnik wychodził świadomy, że Uczestniczył. Że przy okazji zjadł i wypił? No to się wyspowiadał księdzu, skruchę okazał towarzyszom. I wszystko grało.
Teraz jakoś jest tak, że usprawiedliwienie nam po nic. Skrzykujemy ludzi by wspólnie posiedzieć. Zjeść tony na wpół zwęglonych żeberek, jakieś kiełbasy równie trzeszczące w ustach; opróżnić tyle puszek ile się da i błogo wspominać potem udany wypad na działkę czy za miasto.
Też świętowałam. Jeszcze świętuję. Przydźwigałam ze sklepu kilka zgrabnych, litrowych butelek stuprocentowego soku jabłkowego i już mi tylko 3 butelki zostały. A kto nie próbował nigdy bądź wydaje mu się że nie lubi... niech żałuje.
Taki sok z Tarczyna to prawie jak Ambrozja.
źródło:Pexels