Budzisz się... przeciągając leniwie przewracasz na drugi bok. Nic z tego - trzeba się zebrać; już czas by wstać. Człapiesz więc noga za nogą do łazienki, do kuchni; otwierając lodówkę jeszcze nie wiesz co zjesz. Wybierasz spośród leżących na półce produktów. Może jajko? Ser biały czy żółty? Może wędlina? Na stole w pokoju miska z owocami kusi soczystym jabłkiem, pomarańczą...
Gruszka czy kiwi?
żródło:Unsplash
Wychodząc wyrzucasz śmieci; w osiedlowej altance rządkiem stoją pękate pojemniki... I można się pobawić w: "temu dała troszeczkę, temu dała troszeczkę... A temu nic nie dała bo metalu nie miała. Bo puszek nie kupowała ostatnio". Co dalej to już nie twoje zmartwienie - przyjadą bysie zabiorą i znowu pusty pojemnik pójdziesz dokarmiać jutro. Czy za dwa dni.
Potem do pracy - autem lub autobusem. Roztrzepańcy czasami zamawiają taksówkę by być na czas. Łudzą się senne sieroty - to rzadko się udaje bo jeśli już zbyt późno wstałeś to na nic szastanie kasą. Miasto ma swoje zwyczaje i w korku potrafi przetrzymać każdego. Czasem czterdzieści minut dłużej jedziesz bo pora szczytu. Bo wszyscy akurat na tę dziewiątą rano do biur pędzą.
Frustracja? Tak - frustracja. Urok miejskich siedzisk; że tłok owczego pędu narzekasz bez logiki bo takie to gadanie by gadać.
żródło:Unsplash
W pracy kilka pozdrowień - "cześć, cześć"; jakaś kawa i nuda do siedemnastej. Chociaż można na lunch się wyrwać - na kanapkę z pastą jajeczną. Gdy wreszcie ten dzień się kończy idziecie umówieni wcześniej; w kilka osób posiedzieć, pogadać... Pobyć gdzieś, gdzie pod nos przyniosą, zabiorą puste i zmywać nie trzeba potem.
Dzień w dzień tak powtarzasz cykl snu i jawy i czekasz: do wakacji, ślubu czy rozwodu... do czegoś tam ważnego co przed nami. Życie.
Zwyczajne?
źródło:Unsplash
Babcia mi zawsze mówiła, że szczęście to jest wtedy kiedy masz dach nad głową. Gdy w garnkach jedzenie czeka. I kiedy kule nie świszczą w pobliżu. Gdy nikt nie strzela. Ona wiedziała co mówi - przeżyła wojnę. Tę Drugą.