Takie prościutkie ptasie mleczko robiłam z Mamą. Potrzebne były dwie galaretki i puszka mleka skondensowanego.
Acha, i trzepaczka.... bo mikserów nie było.
Wtedy wylewałyśmy ubitą masę na płaski talerz, jak zastygło to jakąś czekoladę na to, ale to za dużo babrania było. Czekolada nie zastygała na twardo (tak ja na wedlowskim "mleczku") tylko się mazała, miękka była. A jeszcze pokroić w kostki.
Wersja moja od lat, jedyna jaką robię to:
2 galaretki o dowolnym smaku (u mnie truskawkowa) rozpuścić w połowie wody czyli jeśli 1 galaretka/pół litra to 2 galaretki również na pół litra wrzątku.
Jak przestygną, ale nie zaczną tężeć, to bierzemy mikser z trzepakami, przez kilka sekund spieniamy galaretki.
Cały czas miksując wlewamy ciurkiem pół litra mleczka skondensowanego z kartonika. Ubijamy jeszcze kilka sekund. Masę rozlewamy do pucharków, miseczek czy czego tam chcemy. Można dodać owoce, jakąś posypkę, a można niczego nie dodawać.
Koniec roboty.
Zdjęcia nie będzie z tego miksowania bo mi jednej ręki zabrakło: miksować jedną, dolewać mleczko drugą i robić zdjęcie trzecią to nidyrydy :P
A to produkt FINALNY