Obojętnie ile bym nie spała, rano i tak budzę się zmęczona, zdemotywowana, czasem nawet jak by zawiedziona, że już jest dzień lub tym, że po prostu się obudziłam.
Jeszcze przed poranną kawą zaczynam odliczać czas do wieczora. Każdy kolejny etap dnia, każdy kolejny posiłek i rutynowa czynność przybliża mnie do wieczora.
Kawa ani nie cieszy, ani nie smakuje. Piję, bo muszę, inaczej bolała by mnie głowa.
Wieczory też nie cieszą, smakują drinki i upragniona samotność, której tak bardzo nienawidzę, a o którą tak bardzo walczę.
Kiedyś była bym na spacerze z psem, albo z przyjaciółkami, które jeszcze kiedyś były. Grała bym w piłkę, jeździła na rolkach, rysowała, pletła bransoletki, rozwiązywała krzyżówki, czytała książki lub robiła cokolwiek innego co jeszcze kiedyś sprawiało przyjemność.
Dzisiaj już nawet nie obiecuje sobie, że wezmę się w garść.
Nie, to nie stanie się w poniedziałek, nie, nie od przyszłego miesiąca i nie w nowym roku. Nienawidzę kłamać.
Nienawidzę kłamać a jednak wciąż udaję szczęśliwą...
Bo tak wypada, bo nie chce ranić bliskich, bo wiem, że ludzie wokół mnie chcą dla mnie dobrze?
Wciąż noszę w sobie poczucie winy.
Nikogo nie zabiłam, nie krzywdzę ludzi świadomie. Pomagam. Nie kradnę, nie kłamię, nie jestem złośliwa ani zawistna. Wykonuje swoje obowiązki i robię dużo ponad to... tak jak bym chciała zostawić po sobie dobre wspomnienia. Raczej nikt na mnie nie narzeka, lecz wciąż czuje się winna.
Nie smucę się już tyle co kiedyś. Nie płaczę tracąc oddech w losowych chwilach.
Poczucie smutku, zastąpiła pustka.
Fizycznie jest trochę lżej, bo już nie chodzę spuchnięta na twarzy, już oczy nie bolą jak wcześniej. Ludzie nie biorą mnie już za wariatkę bez kontroli nad własnymi emocjami.
Nawet moi najbliżsi widzą zmianę na dobre.
Kiedyś trochę mówiłam jak się czuję, potem przestałam mówić, a potem przestałam płakać. Więc chyba jest lepiej?
Bardzo się wstydzę.
Nie tylko tego jak wyglądam i tego, że nawet nie chce mi się o siebie zadbać.
Wstydzę się swojej beznadziejności... Wstydzę się, bo wiem, że inni ludzie przeżywają tragedię z zaciśniętymi zębami, gdy dla mnie największą tragedią jest spotkanie ze znajomymi.
Nie chce współczucia, nie umiem go przyjąć, nie chce troski, wprawia mnie w zakłopotanie.
Chce by w końcu przyszła zima...
TEMATY TYGODNIA, temat 3.