Jeśli ktoś twierdzi, że stare polskie filmy są powolne, stateczne i pachną naftaliną… to znaczy, że jeszcze nie widział filmu „Piętro wyżej”. Ten film jest jak przedwojenna wersja komedii o sąsiedzkiej wojnie – tylko zamiast memów mamy cylindry, zamiast komentarzy w internecie są docinki z eleganckim akcentem, a zamiast dramy na klatce schodowej… jest drama piętro wyżej.
Główny bohater, którego gra genialny Eugeniusz Bodo, to typowy elegant z epoki: dobrze ubrany, pewny siebie i z talentem do pakowania się w absurdalne sytuacje. Kiedy zaczyna się sąsiedzki konflikt z pewnym nadętym panem granym przez Józef Orwid, widz dostaje prawdziwy festiwal drobnych złośliwości, pomyłek i komicznych intryg.
Najlepsze jest to, że bohaterowie prowadzą swoją „wojnę” z taką elegancją, jakby brali udział w konkursie na najbardziej kulturalne dokuczanie sąsiadowi w historii kina. Zamiast krzyczeć – knują. Zamiast się obrażać – przebierają się i udają kogoś innego. I nagle okazuje się, że pół kamienicy bierze udział w jednej wielkiej komediowej mistyfikacji.
A gdy na ekranie pojawia się słynna piosenka „Sex appeal”, człowiek uświadamia sobie dwie rzeczy:
1️⃣ przedwojenne kino miało więcej luzu, niż się wielu osobom wydaje
2️⃣ Eugeniusz Bodo miał charyzmę tak dużą, że spokojnie mógłby dziś prowadzić kanał na TikToku i dalej być gwiazdą.
Podsumowując: „Piętro wyżej” to film, który udowadnia, że humor się nie starzeje. Zmieniają się tylko fryzury, samochody i ceny mieszkań – ale sąsiedzkie konflikty pozostają wieczne.
⭐ Ocena: 9/10
Jedna gwiazdka mniej tylko dlatego, że po seansie człowiek zaczyna podejrzliwie patrzeć na sąsiadów z góry… czy aby na pewno nie knują czegoś równie teatralnego. 😄